Urzędnik Trumpa wyśmiany jako „nieporadny filmowy złoczyńca” po wpadce, która ujawniła strategię podsuwania dokumentów mediom
Najważniejsze informacje
- •Jessica Pounds, znana także jako DataRepublican, oświadczyła, że jej zdaniem rządowe źródło próbowało wciągnąć ją w pułapkę polegającą na wycieku dokumentów.
- •Sarah B. Rogers oświadczyła, że wiadomości i dokumenty były jej własnością, a oznaczenia to standardowe redakcje FOIA stosowane przy dobrowolnym udostępnieniu.
- •Spór rozegrał się publicznie na platformie X po tym, jak Pounds opublikowała zrzut ekranu z tej wymiany, a później usunęła swój wpis.
- •Incydent wywołał szeroką internetową drwinę i na nowo zwrócił uwagę na sposób, w jaki administracja udostępnia dokumenty przychylnym jej internetowym postaciom medialnym.
- •Komentatorzy stwierdzili, że zajście ujawniło szerszą niekompetencję, i zasugerowali, że mogło pokazać, w jaki sposób pozyskiwano inne materiały polityczne.

Wysokiej rangi urzędnik administracji Trumpa został w piątek szeroko wyśmiany w internecie po ujawnieniu, że w formie „prezentu” dał badaczce pierwszy wgląd w dokumenty rządowe — po czym badaczka upubliczniła prywatne wiadomości, doszedłszy do wniosku, że „Głębokie Państwo” próbuje ją „wciągnąć w pułapkę”.
W obecnie usuniętym wpisie na platformie X Jessica Pounds — badaczka i specjalistka od analizy danych, która wspierała kierowany przez Elona Muska Departament Efektywności Rządu (DOGE), inicjatywę na rzecz redukcji wydatków, którą Musk prowadził w pierwszym roku działania administracji — oświadczyła, że „nigdy w życiu nie była tak wściekła”, twierdząc, że „Głębokie Państwo” próbowało ją „wmanewrować w popełnienie przestępstwa”. Pounds, publikująca w internecie jako DataRepublican, zdobyła grono odbiorców dzięki opartym na danych analizom wydatków federalnych, zanim zaczęła wspierać prace DOGE.
Pounds oświadczyła, że rządowe źródło przesłało jej cały zestaw dokumentów do „wycieku”. Po bliższym przyjrzeniu się sprawie powiedziała, że jej zdaniem ujawnienie tych dokumentów naraziłoby ją na „bardzo, bardzo duże kłopoty”, i opublikowała zrzut ekranu z wymiany wiadomości.
„Oznaczenia nie były przekreślone” — napisała Pounds na X. „Konsultowałam się z ludźmi i gdyby był to oficjalnie zatwierdzony wyciek, po prostu przesłaliby je e-mailem. Próbowali mnie wciągnąć w pułapkę.”
Sarah B. Rogers, podsekretarz stanu ds. dyplomacji publicznej w Departamencie Stanu — urzędu nadzorującego przekazywanie komunikatów departamentu zagranicznym odbiorcom — w lekceważącej odpowiedzi przyznała, że to ona była osobą piszącą do Pounds.
„lol, to są moje wiadomości i dokumenty” — napisała Rogers na X. „Te «oznaczenia» to redakcje [z ustawy o wolności informacji] wymagane nawet przy dobrowolnym udostępnieniu.”
Nawiązywała tym do ustawy o wolności informacji (FOIA) — obowiązującej od dziesięcioleci regulacji prawnej określającej zasady publicznego dostępu do dokumentów federalnych. Agencje rutynowo nanoszą na dokumenty oznaczenia dotyczące wyjątków przed ich udostępnieniem — również, jak zauważyła Rogers, gdy udostępnienie ma charakter dobrowolny, a nie stanowi odpowiedzi na formalny wniosek.
Publiczna wymiana zdań szybko spotkała się z internetową drwiną niezliczonych krytyków — a poza samą kpiną zwróciła uwagę na mechanizmy, które odsłoniła: wysokiej rangi urzędnik prywatnie oferuje przychylnie nastawionej badaczce pierwszy wgląd w dokumenty rządowe, a ta badaczka publicznie bierze rutynowe oznaczenia redakcyjne za pułapkę. Ponieważ obie strony jawnie opublikowały swoje wiadomości na X, wymiana zdań dała czytelnikom bezpośredni wgląd w to, jak administracja odnosi się do przychylnych jej internetowych postaci medialnych.
„Powinniśmy szczerze podziękować Bogu, że ci ludzie lepiej radzą sobie ze wchodzeniem na grabie niż z nikczemnymi g..., które mieli robić” — napisał Charlie Collier, redaktor w wydawnictwie Wipf and Stock Publishers.
Prawicowy dziennikarz Eric Spracklen argumentował, że publiczna wpadka „nieumyślnie ujawniła”, w jaki sposób Nick Shirley — prawicowy influencer najbardziej znany z kontrowersyjnego śledztwa w sprawie oszustw w żłobkach w Minnesocie — „wziął znikąd swoją porywającą historię o oszustwach w Minnesocie”.
Publicysta polityczny Pedro Gonzalez wystosował obszerną krytykę całej administracji Trumpa za to, co określił mianem jej niekompetencji.
„Administracja Trumpa i Vance’a podała na tacy sensację DataRepublican — czyli w zasadzie drugiemu Nickowi Shirleyowi i jednemu ze swoich fałszywych dziennikarskich głosników” — napisał Gonzalez w piątkowy wieczór w poście na X.
„Ale DR jest taką idiotką, że pomyślała, iż to intryga, której celem było wciągnięcie jej w ujawnienie informacji niejawnych. Ci ludzie są jak nieporadni filmowi złoczyńcy, w komplecie z bezmózgimi pomagierami. Gdyby to napisano jako scenę w filmie One Battle After Another, ludzie narzekaliby, że jest zbyt oczywista, zbyt absurdalna.”
The real story here is that DataRepublican inadvertently just exposed how Nick Shirley got his riveting Minnesota fraud story out of nowhere. — Eric Spracklen 🇺🇸 (@EricSpracklen) August 22, 2026