Wśród przeciągania sprawy plików Epsteina, przemianowanych jezior, 'łuku dla ego' i gry wideo ICE: tydzień dywersji ze strony Trumpa i MAGA
Najważniejsze informacje
- •Mimo obietnicy opublikowania plików Epsteina podczas kampanii 2024 roku Trump tego nie zrobił, a wydarzenie w Białym Domu pod koniec 2024 roku pokazało mocno zaczernione dokumenty.
- •Spiker Mike Johnson zapowiedział, że Izba Reprezentantów zostanie odesłana do domów na dwa ostatnie tygodnie września — ruch, który według niektórych ma uniemożliwić głosowanie plenarne nad plikami Epsteina.
- •Trump doprowadza do zmiany nazwy jeziora Ontario na 'Lake America'; Apple Maps i Google Maps przyjęły zmianę, a MapQuest odmówił i zamiast tego uruchomił generator memów.
- •Trump powiedział, że planowany w Waszyngtonie łuk, finansowany z pieniędzy podatników, powstaje, by 'uczcić jego samego', a projekt promuje minister Doug Burgum.
- •Biały Dom wydał grę online, w której gracze wcielają się w agentów ICE deportujących ludzi, co budzi obawy o szkodliwe skutki w świecie rzeczywistym.

Jeśli każde oskarżenie ze strony Donalda Trumpa i ruchu MAGA jest spowiedzią, to każdy wyszczekany przez nich wybryk można odczytać jako dywersję od plików Epsteina. Mimo własnej obietnicy Trumpa, że opublikuje te pliki, jeśli wybra wybory w 2024 roku, zrobił wszystko, by nie ujrzały światła dziennego. Od początkowych twierdzeń o 'demokratycznym oszustwie' po zapewnienia Pam Bondi, że 'nie ma listy klientów Epsteina' — choć wcześniej mówiła, że leży ona na jej biurku — administracja określająca się mianem 'najbardziej przejrzystej w historii' okazała się wszystkim, tylko nie przejrzystą. Wystarczy przypomnieć sobie sesję zdjęciową w Białym Domu z udziałem licznych influencerów MAGA trzymających teczki pełne zaczernionych stron — wydarzenie pod koniec 2024 roku, zapowiadane jako publiczne opublikowanie plików, które w rzeczywistości pokazało mocno zamazane dokumenty.
Teraz, gdy Bondi została zastąpiona przez Todda Blanche'a, który sprzymierzył się ze spikerem Mikiem Johnsonem, perspektywy dalszych ujawnień ze strony tej administracji wydają się nikłe. Johnson już zapowiedział, że Izba Reprezentantów zostanie odesłana do domów na dwa ostatnie tygodnie września — ruch, który według niektórych ma na celu uniknięcie głosowania plenarnego nad plikami Epsteina. Członkowie Izby mają już w październiku przebywać w swoich okręgach, co trzyma ich z dala od Waszyngtonu aż do wyborów środkowych, od których dzieli już nieco ponad rok. Z wyjątkiem reps. Thomasa Massie'a aż nadto widać, że wszyscy republikańscy członkowie Izby uczestniczą w tuszowaniu sprawy Epsteina, i można założyć, że republikanie w Senacie robią to samo — choć przynajmniej nie biorą tygodni wolnego naraz (z wyjątkiem Mitcha McConnella, który podobno wraca 'wkrótce').
Demokraci w Izbie mogliby wykorzystać tę przerwę nie tylko na skupienie się na wygraniu wyborów środkowych i wspieranie kandydatów niższego szczebla, ale także na utworzenie stanowiska demokratycznego rzecznicza prasowego — sprawę, o której ta kolumna będzie przypominać, tak jak nigdy nie przestanie mówić o plikach Epsteina.
Tymczasem administracja wysłała wiceprezydenta JD Vance'a na czwartkową konferencję prasową, która przebiegła mniej więcej tak, jak można się było spodziewać. Vance odmówił nazwania wojny z Iranem wojną, po czym wygłosił lekceważące uwagi o nadchodzącej uroczystości upamiętniającej 25. rocznicę zamachów z 11 września i żartował, że nie może się doczekać spotkania z byłym prezydentem Joe Bidenem podczas ceremonii. Wygodnie pominął fakt, że weźmie w niej udział wyłącznie dlatego, że Trumpowi odmówiono możliwości wygłoszenia przemówienia i zostaje w domu.
Republikanie są obecnie w pełnym rozsypku, ale nie mogą tego okazać, więc rozpraszają uwagę w milion różnych kierunków. Poza samą wojną z Iranem zbliżające się dwudniowe wydarzenie Trumpa 'Midterm RNC' zapowiada się na katastrofę. Należy spodziewać się kiepskiego obrazu z 'Epstein Filesmobile' zaparkowanego przed wejściem. Większość zaproszonych republikanów odmawia udziału, co oznacza, że Trump będzie przemawiał do niemal pustej sali — po czym ogłosi to ogromnym sukcesem i będzie dalej prezentował codziennie inną wersję na temat Iranu, w zależności od tego, z kim rozmawiał ostatnio.
Poziom zażenowania przekroczył już wszystko, co kiedykolwiek widziano którejkolwiek partii. Partia republikańska za każdym razem odwraca wzrok, gdy Trump kompromituje kraj, udając wciąż, że wszystko, co robi, jest w porządku, mimo że pozostaje on poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego.
Obecnie traktują jako całkowicie normalne, że Trump arbitralnie zmienia nazwę jeziora Ontario na 'Lake America', a Apple i Google się podporządkowują. Inicjatywa wywodzi się z wpisu z początku tego roku, w którym Trump ogłosił, że amerykańsko-kanadyjskie jezioro powinno nosić nową nazwę, a zmiana pojawiła się w Apple Maps i Google Maps, gdy przyjęły ją federalne źródła. Ktoś w MapQuest nie tylko odmówił przyjęcia nazwy 'Lake America' — firma stworzyła generator memów pozwalający ludziom wymyślać własne nazwy jeziora. Epizod jest echem wcześniejszego, oficjalnego przemianowania Zatoki Meksykańskiej na 'Gulf of America', które spotkało się zarówno z posłuszeństwem niektórych platform, jak i ze sprzeciwem — w tym z działaniami prawnymi Associated Press — dotyczącym sposobu stosowania nowej nazwy.
Tymczasem lojaliści Trumpa świętują plany budowy dla niego łuku triumfalnego. Ceny paliw pozostają astronomiczne (olej napędowy bije rekordy wszech czasów), żywność, która nie jest skażona lub wycofana, jest ekstremalnie droga, odra wróciła, a inne nieszczęścia się piętrzą — ale Trump dostanie swój łuk. Nie wiadomo, czemu minister spraw wewnętrznych Doug Burgum jest tak entuzjastycznie nastawiony do czegoś, o co nikt nie prosił i czego nikt nie potrzebuje. Waszyngton nie należy do Trumpa, tak samo jak Biały Dom. Trump powiedział, że łuk powstaje, by 'uczcić jego samego' — za pieniądze podatników. Ci sami republikanie, którzy kiedyś oburzali się, że Michelle Obama zasadziła warzywnik przy Białym Domie, udają teraz, że wszystko to jest normalne, przypuszczalnie dlatego, że boją się, co Trump może o nich ujawnić.
A dywersji od plików Epsteina zawsze jest więcej. Strona Białego Domu wprowadziła nową grę online, w której gracze wcielają się w agentów ICE 'deportujących nielegalnych'. Łączenie lekkomyślności z wrogością w ten sposób grozi wywołaniem naprawdę szkodliwych incydentów w świecie rzeczywistym — obawa towarzysząca retoryce imigracyjnej administracji w miarę rozszerzania działań wymuszających na cały kraj. Tymczasem influencerzy MAGA — już opłacani za promowanie Trumpa — chwalą teraz kamery nadzoru Flock i centra danych, niezależnie od obaw o prywatność czy doniesień o wystawianiu ludziom mandatów za wykroczenia, których nie popełnili. Czytniki tablic rejestracyjnych Flock są już szeroko stosowane przez departamenty policji w całym kraju, a organizacje wolności obywatelskich od lat ostrzegają przed budowanymi przez nie sieciami nadzoru. Kwestie czystej wody pitnej, ziemi uprawnej i oddychalnego powietrza są odkładane na bok, gdy centra danych zastępują pracowników i dalej wzbogacają miliarderów — napędzany sztuczną inteligencją boom budowlany, którego zapotrzebowanie na wodę i energię już nadwyrężyło społeczności w kilku stanach.
Wszystko to, w połączeniu z gróżbami republikanów dotyczącymi ingerencji w głosowanie w wyborach środkowych, pokazuje, jak wielka dysfunkcja zagościła w najwyższych urzędach kraju. Nie daj się zdezorientować.
Źródło: Raw Story