AktualnościMakroByły pracownik Białego Domu ostrzega przed obniżeniem standardów wokół doradczyni Trumpa, Natalie Harp

Były pracownik Białego Domu ostrzega przed obniżeniem standardów wokół doradczyni Trumpa, Natalie Harp

Autor: Alternet·

Najważniejsze informacje

  • Greg Greene napisał, że operacje Trumpa w mediach społecznościowych pogorszyły się w porównaniu z bardziej kontrolowanym podejściem stosowanym za prezydentury Baracka Obamy.
  • Natalie Harp stała się jedną z najbliższych doradczyń Trumpa i według doniesień pomagała zarządzać jego kontami w mediach społecznościowych.
  • Greene przytoczył doniesienia, że Harp dostarczała Trumpowi treści z tego, co nazwał społecznościowym rynsztokiem, w tym obraźliwy film przedstawiający Obamów jako małpy.
  • MS NOW podał, że Harp przez około rok wielokrotnie odmawiała ubiegania się o poświadczenie bezpieczeństwa zwykle uzyskiwane przez pracowników West Wing.
  • Greene nie oskarżył Harp o konkretne nadużycia, ale stwierdził, że pozostają nierozwiązane pytania o nadzór nad jej dostępem do komunikacji i kont Trumpa.
Były pracownik Białego Domu ostrzega przed obniżeniem standardów wokół doradczyni Trumpa, Natalie Harp

Były pracownik, który zarządzał partyjnymi kontami prezydenta Baracka Obamy w mediach społecznościowych, ostrzegł, że standardy regulujące obecność prezydenta Donalda Trumpa w mediach społecznościowych wyraźnie się pogorszyły za sprawą doradczyni Natalie Harp, odwołując się do własnego doświadczenia w pełnieniu tej samej roli.

Pisząc dla The New Republic, Greg Greene wyjaśnił, dlaczego pozycja tej młodej doradczyni budzi tak duży niepokój obserwatorów. Natalie Harp stała się jedną z najbliższych i najbardziej wpływowych doradczyń drugiej kadencji Trumpa, kontrolując informacje, z którymi zapoznaje się prezydent, i okazując mu poziom oddania, który wielu obserwatorów porównuje do obsesji. Kiedyś uznawana za mało znaczącą postać administracji, stała się bohaterką skandalu głównego nurtu po ujawnieniu w książce "Regime Change" szczegółów jej pełnych uwielbienia listów do prezydenta oraz po kpiącym komentarzu demokratycznego senatora Jona Ossoffa.

Poza pełnieniem roli "człowieka-drukarki", który przekazuje Trumpowi historie i wiadomości, Harp była także jedną z osób obsługujących jego konta w mediach społecznościowych. Greene wcześniej pełnił tę samą funkcję, zarządzając partyjnymi kontami Obamy, a w swoim tekście opisał, jak bardzo standardy tej pracy pogorszyły się za Harp.

"Obsługa głosu prezydenta USA w mediach społecznościowych to doniosła funkcja" — wyjaśnił Greene. "Zakres pracy jest bardzo szeroki — od zastanawiania się, jak przedstawić otrzymanie przez prezydenta Pokojowej Nagrody Nobla, po naradę z kolegami, by wybrać z przemówienia właśnie ten właściwy fragment. Albo, jeśli jest się doradczynią i towarzyszką podróży prezydenta Donalda Trumpa Natalie Harp, można użyć AI, by przedstawić prezydenta jako pilota myśliwca zrzucającego ładunki odchodów na demonstrantów No Kings."

Dodał: "Coś na ten temat wiem. Zarządzałem partyjnymi kontami prezydenta Baracka Obamy przez znaczną część pierwszego roku jego prezydentury. Można powiedzieć, że był to bardziej niewinny czas. Hasła, którymi kierowałem się w tej pracy, to zabezpieczenia i powściągliwość, a nie poop jet i Co, gdybyśmy przedstawili prezydenta jako Jezusa Chrystusa. Wiedziałem, że wypowiedzi prezydenta mogą poruszać rynki, nawet jeśli są wypowiadane za pośrednictwem dwudziesto- i trzydziestolatków próbujących oddać głos najważniejszej osoby w państwie. Na każdym etapie moi współpracownicy i ja podejmowaliśmy świadome kroki, by chronić się przed lekkomyślnymi słowami."

Greene wyjaśnił, że w czasie pracy pomógł stworzyć system, w którym żadna pojedyncza osoba nie kontrolowała całego aparatu stojącego za oficjalnym kontem: różne osoby przygotowywały treści, a inne kontrolowały dane logowania i publikowanie wpisów. Przyznając, że "mogłem przesadzić z liczbą etapów zatwierdzania, które wprowadziliśmy", argumentował, że nadal ważne było dopilnowanie, by żadna osoba nie miała "wyłącznej własności cyfrowej persony prezydenta Stanów Zjednoczonych", nawet kosztem "zwinności w szybko zmieniających się momentach". Logika stojąca za takim narzutem jest prosta: ten, kto ma dane logowania, kontroluje kanał przemawiający z autorytetem prezydencji, a rozdzielenie tworzenia treści, zatwierdzania i publikowania należy do najbardziej podstawowych zabezpieczeń w komunikacji instytucjonalnej.

Greene dodał, że "trudno nie zauważyć, jak obniżyły się standardy wokół kont Trumpa w mediach społecznościowych", wskazując na doniesienia, że Harp "dostarcza [prezydentowi] treści wyciągnięte ze społecznościowego rynsztoka", w tym niesławny film przedstawiający Obamów jako małpy. Podkreślił też, że istnieje "silny powód, by zastanawiać się, co jeszcze robi z tym swoim cenionym, rzadkim dostępem kobieta, która 'pisze z liderami światowymi w imieniu prezydenta' i działa 'całkowicie poza zwykłym łańcuchem dowodzenia'".

"Jak Harp korzystała z dostępu przez ekran dotykowy do prywatnych komunikacji Trumpa z liderami światowymi? Nie mogę powiedzieć. Co bardziej niepokojące, agencje rządowe też nie mogą tego powiedzieć; MS NOW podaje, że przez rok Harp wielokrotnie odmawiała ubiegania się o poświadczenie bezpieczeństwa, które zwykle uzyskują pracownicy West Wing" — kontynuował Greene. "Ja również nie miałem poświadczenia — w DNC nie było ono wymagane — ale właśnie dlatego moi współpracownicy i ja stworzyliśmy proces, w którym osoby z poświadczeniem miały wgląd i mogły wkroczyć do działania."

Zakończył słowami: "Być może wszystko jest w porządku z jej dostępem do prezydenta i jego kont. Być może traktuje oddanie Trumpowi jako nagrodę samą w sobie, nawet jeśli oznacza to wciskanie się za siedzenia SUV-a jak gapowicz. Ale to, że Harp tak zaciekle walczy zarówno o bliskość z prezydentem, jak i o swobodę publikowania w jego imieniu, jest powodem, dla którego w ogóle jej nie ufam — i wy też nie powinniście."