Wyścig miliarderów po grunty rolne grozi wypchnięciem amerykańskich rolników z rynku
Najważniejsze informacje
- •Mark Zuckerberg powiedział, że hoduje bydło rasy wagyu i angus w ranczu Ko'olau Ranch na Hawajach, które obecnie obejmuje około 4 000 akrów.
- •Alexis Ohanian opublikował relację z wycieczki po rodzinnym gospodarstwie w Jupiter na Florydzie, gdzie posiada ziemię od sześciu lat.
- •Grunty rolne stały się klasą aktywów wartą 4,3 biliona dolarów, a wartość amerykańskich gospodarstw wynosiła w zeszłym roku średnio około 4 350 dolarów za akr, czyli o 4,3% więcej rok do roku.
- •Raport 2025 Land Report 100 wymienia Billa Gatesa z 275 000 akrów, Jeffa Bezosa z 462 000 akrów i Stana Kroenkego z 2,7 miliona akrów.
- •Obrońcy rolnictwa twierdzą, że wyższe ceny ziemi mogą utrudnić początkującym i obecnym rolnikom zakup gruntów i rozwój działalności.

Nikt chyba nie kocha wielkiej przyrody tak bardzo jak miliarderzy. Najbogatsi Amerykanie wykupują ogromne połacie gruntów rolnych, a choć niektórzy wykorzystują te tereny pod wyrafinowane hobby, obrońcy rolnictwa obawiają się, że szerszy trend kupowania ziemi uprawnej przez bogatych zagraża źródłom utrzymania prawdziwych rolników.
Miliarderzy, tacy jak dyrektor generalny Meta Mark Zuckerberg i współzałożyciel Reddita Alexis Ohanian, w praktyce sami ochrzcili się mianem amatorskich rolników, przykuwając uwagę do hobby ultrabogatych, jakim jest pielęgnowanie ziemi. W odcinku podcastu Idea Generation opublikowanym w zeszłym miesiącu Zuckerberg powiedział, że pracuje nad stworzeniem idealnego steku, hodując bydło ras wagyu i angus na swoim ranczu na hawajskiej wyspie Kauai. Nazywana Ko'olau Ranch posiadłość warta 300 milionów dolarów rozrosła się do około 4 000 akrów od czasu, gdy po raz pierwszy kupił ziemię na wyspie w 2014 roku.
„Bardzo interesuję się genetyką bydła” — powiedział Zuckerberg.
Inwestor i współzałożyciel Reddita Ohanian tymczasem w poście na LinkedIn opublikowanym w czwartek zaprezentował rodzinne gospodarstwo w Jupiter na Florydzie, pokazując sadzonki bananowców, ogród ziół i pasiekę. Gospodarstwo posiada od sześciu lat.
Te przedsięwzięcia są jednak niewielkie w porównaniu z ranczami, terenami leśnymi i polami uprawnymi, które wykupuje wielu przedstawicieli najbogatszego jednego procenta. Zgodnie z raportem 2025 Land Report 100 współzałożyciel Microsoftu Bill Gates posiada 275 000 akrów ziemi, co daje mu 44. miejsce wśród amerykańskich właścicieli gruntów. Tymczasem założyciel Amazona Jeff Bezos ma 462 000 akrów, a Stan Kroenke, właściciel Los Angeles Rams i mąż spadkobierczyni fortuny Walmart Ann Walton Kroenke, posiada 2,7 miliona akrów. Ani Zuckerberg, ani Ohanian nie mieszczą się w pierwszej setce właścicieli ziemskich.
Nawet przy takich liczbach majątki miliarderów stanowią ułamek z około 880 milionów akrów ziemi należącej do amerykańskich gospodarstw rolnych, a gospodarstwa rodzinne nadal odpowiadają za około 97% wszystkich gospodarstw w USA według danych USDA.
W rzeczywistości grunty rolne, zyskując na popularności, stały się klasą aktywów wartą 4,3 biliona dolarów — twierdzi Steve Bruere, prezes firmy nieruchomości rolnych Peoples Company. Dla wielu superzamożnych grunty rolne stały się sposobem na zabezpieczenie przed inflacją i zmiennością innych, bardziej tradycyjnych aktywów: w zeszłym roku wartość amerykańskich gospodarstw wynosiła średnio około 4 350 dolarów za akr, co oznacza wzrost o 4,3% rok do roku, zgodnie z danymi Departamentu Rolnictwa USA.
Wraz jednak ze wzrostem popytu rosnące koszty gruntów rolnych mogą oznaczać także kłopoty dla prawdziwych rolników.
„To znacznie utrudnia rolnikom konkurowanie, zwłaszcza początkującym rolnikom, którzy być może starają się nabyć swoje pierwsze gospodarstwo, a nawet istniejącym rolnikom, którzy chcieliby się rozwinąć i powiększyć działalność” — powiedziała na początku tego roku Erin Foster West, dyrektorka ds. kampanii politycznych w National Young Farmers Coalition, w rozmowie z Fortune.
Jak grunty rolne stały się popularnym aktywem wśród zamożnych?
Około 20 lat temu, po kryzysie finansowym z 2008 roku, inwestorzy ruszyli na poszukiwanie alternatywnych aktywów bezpiecznej przystani, znajdując dla tradycyjnych inwestycji — dosłownie — „zielniejsze pastwiska”. Popyt na grunty rolne odbijał boom nieruchomościowy z lat 70., a inwestorzy starali się zabezpieczyć przed inflacją za pomocą aktywa fizycznego, podobnie jak w przypadku złota. Grupa nabywców od tego czasu znacznie wykracza poza zamożnych: notowane na giełdzie fundusze typu REIT inwestujące w grunty rolne oraz prywatne fundusze gruntów rolnych pozwalają dziś funduszom emerytalnym i inwestorom indywidualnym posiadać części pól uprawnych, których być może nigdy nie zobaczą na własne oczy.
Ziemia jest zasobem ograniczonym, dodatnio skorelowanym z inflacją, a jej wartość rośnie wraz ze wzrostem kosztów. Ze względu na ścisły związek między użytkowaniem ziemi a niedoborem żywności istnieje także teoria, że grunty rolne będą z czasem tylko cenniejsze w miarę wzrostu populacji.
„Jeśli uważasz, że chcesz dywersyfikacji, a przy tym wierzysz, że będziemy mieć do czynienia z podstawową inflacją — na czym teraz zależy wielu osobom — to grunty rolne są dla nich świetną opcją” — powiedział Bruere w rozmowie z Fortune. „Możliwość zdobycia gruntów rolnych, gdy liczba akrów ziemi uprawnej na świecie spada każdego roku — właśnie dlatego wielu ludziom się to podoba”.
Do tego dochodzi rosnący popyt na ziemię ze strony hiperskalerów AI, którzy poszukują wielkich połaci terenu, w tym gospodarstw rolnych.
Dla wielu ultrabogatych posiadanie ziemi wiąże się także z mniej strategiczną korzyścią, czego przykładem są Zuckerberg i Ohanian: własną przyjemnością.
„Wiele osób zaczęło doceniać pozafinansowe korzyści płynące z gruntów rolnych” — powiedział Bruere. „Można po nich wędrować, można po nich spacerować, można tam łowić ryby, można polować, można uprawiać żywność. Ten trend naprawdę ujawnił się po okresie Covid, gdy ludzie uwięzieni w domach i mieszkaniach zaczęli szukać alternatywnych inwestycji”.
Co ta wschodząca klasa aktywów oznacza dla amerykańskich rolników?
Dla innych bycie dużym właścicielem ziemskim może oznaczać bycie wynajmującym. Według USDA blisko 40% gruntów rolnych w USA jest obecnie wydzierżawianych rolnikom i operatorom. Spora część tej dzierżawionej ziemi należy do właścicieli nieprowadzących działalności rolniczej — osób, które posiadają grunty rolne, ale ich nie uprawiają — a do tej kategorii zaliczają się zarówno emerytowani rolnicy i spadkobiercy, jak i inwestorzy.
Dzierżawa nie musi być dla rolników czymś złym, zwłaszcza dla tych, którzy dopiero zaczynają, powiedziała Foster West. Czynsze dla rolników rosną wolniej niż ceny ziemi — średni czynsz za amerykańskie grunty orne wzrasta jedynie o 0,6% rocznie, wynika z badania USDA Land Values.
Dzierżawa oznacza jednak także, że rolnicy nie mają pełnej kontroli nad swoją ziemią, co utrudnia dokonywanie długoterminowych inwestycji w poprawę jakości gleby czy budowę stacji mycia i pakowania warzyw, które mogą zwrócić się dopiero po latach.
Problem — według Foster West — polega na tym, gdy rolnicy dzierżawią ziemię, ponieważ zostali przebici cenowo przy zakupie gruntów i nie mają wyboru, jak zostać najemcami. Oznacza to, że rolnicy nie mogą wykorzystać swojej ziemi do uzyskania kredytów na działalność, pożyczek na studia dzieci ani jako zabezpieczenia na własną emeryturę.
O stawce przesądza także demografia: przeciętny amerykański rolnik ma około 58 lat według Spisu Rolnego USDA z 2022 roku, a organizacje rolnicze spodziewają się, że w nadchodzących dekadach znaczna część gruntów rolnych w kraju zmieni właściciela — przejście to przesądzi o tym, kto będzie tę ziemię posiadał i kto będzie na niej pracował.
„Kontrola nad tą ziemią, posiadanie tego aktywa, naprawdę może zdecydować o sukcesie rolnika” — powiedziała.
Źródło: Fortune