ZEA przechwyciły irański dron nad swoimi wodami, grożąc 'zdecydowaną odpowiedzią agresorom'
Najważniejsze informacje
- •ZEA przechwyciły irański dron nad swoimi wodami i potępiły incydent jako naruszenie suwerenności, jednocześnie zdementowując twierdzenie irańskiej armii, jakoby baza lotnicza Al Minhad w Dubaju była celem ataku.
- •Amerykańskie uderzenie na wyspę Larak zabiło dwie osoby i raniło kilka innych; Iran odpowiedział rakietami na amerykańskie cele w Jordanii, które zostały przechwycone — osiem z nich zestrzeliła jordańska armia.
- •Cena ropy Brent przekroczyła 90 dolarów, wzrastając o około 25% od początku wojny, ponieważ irańskie ograniczenia w Cieśninie Ormuz spowolniły żeglugę i podniosły globalne ceny energii i towarów.
- •ZEA zawiesiły cały handel z Iranem dwa tygodnie temu po ostrzale ruchu statków; sekretarz skarbu Scott Bessent zasugerował, że decyzja ta nastąpiła pod naciskiem USA.
- •Prezydent Iranu Masud Pezeszkian oświadczył, że Iran nie szuka wojny, ale odpowie zdecydowanie agresorom, przed szczytem Szanghajskiej Organizacji Współpracy, podczas którego ma spotkać się z Putinem.

Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały w poniedziałek, że przechwyciły irański dron nad swoimi wodami — incydent nastąpił po pierwszej od miesiąca wymianie ognia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, do której doszło w weekend. Wydarzenie to uwypukliło niebezpieczną pozycję państw Zatoki, które goścą amerykańskie instalacje wojskowe, a jednocześnie znajdują się w zasięgu irańskich rakiet i dronów, przez co są narażone na skutki każdego nasilenia konfliktu między Waszyngtonem a Teheranem.
Irańscy urzędnicy poinformowali, że w niedzielnym nocnym ataku USA na wyspę Larak w Cieśninie Ormuz zginęły dwie osoby, a kilka innych zostało rannych. Iran odpowiedział wystrzeleniem rakiet na amerykańskie cele w Jordanii, które zostały przechwycone.
W czasie zawieszenia walk Stany Zjednoczone zaostrzały presję gospodarczą na Iran, licząc na wymuszenie ustępstw ze strony Teheranu, w tym na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz dla żeglugi. Po tym, jak USA i Izrael zaatakowały Iran 28 lutego, Iran ustanowił zablokowanie tej kluczowej cieśniny — przez którą w czasie pokoju przepływała jedna piąta światowego handlu ropą — spowalniając ruch statków do minimalnego poziomu. To wstrząsnęło globalną gospodarką, podnosząc ceny energii i innych towarów na całym świecie. Dla ZEA i ich sąsiadów z Zatoki, których gospodarki silnie zależą od handlu morskiego i eksportu energii prowadzonego przez tę drogę wodną lub w jej pobliżu, przedłużające się zakłócenia w cieśninie oznaczają bezpośrednie koszty gospodarcze oprócz ryzyka bezpieczeństwa.
Wraz z wznowieniem walk cena ropy Brent, międzynarodowego benchmarku, przekroczyła 90 dolarów, wzrastając o około 25% od początku wojny — co stanowi rosnący problem dla prezydenta USA Donalda Trumpa przed wyborami półrocza. Powrót do otwartego konfliktu byłby również niebezpieczny dla regionu, w którym Iran od początku wojny atakuje amerykańskie bazy wojskowe i infrastrukturę w krajach Zatoki.
W następstwie odnowionej przemocy Anwar Gargasz, doradca ds. dyplomatycznych prezydenta ZEA, napisał w mediach społecznościowych, że "stan ani wojny, ani pokoju nie może być trwałym rozwiązaniem". Wezwał do rozwiązania politycznego, które przywróciłoby normalną żeglugę w Cieśninie Ormuz, ale też do "bardziej realistycznego podejścia" niż czerwcowe memorandum porozumienia między Iranem a USA, które — jak powiedział — "nie przedstawiało praktycznej i akceptowalnej" mapy drogowej. Jego słowa odzwierciedlają szersze dążenie państw Zatoki do deeskalacji — ZEA i ich sąsiedzi starali się nie znaleźć na linii ognia, jednocześnie wywierając nacisk na Waszyngton i Teheran w kierunku trwałego porozumienia.
We wcześniejszym krótkim oświadczeniu ministerstwo obrony ZEA podało, że "podjęło działania" wobec irańskiego drona wykrytego nad jego wodami, zbliżającego się od strony Iranu. Nie było doniesień o szkodach.
"Ta niebezpieczna eskalacja stanowi jawną pogardę dla suwerenności, bezpieczeństwa i stabilności ZEA oraz bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa jego obywateli i mieszkańców" — oświadczyło ministerstwo spraw zagranicznych. Ministerstwo obrony później wydało drugie oświadczenie, w którym zdementowało jako fałszywe twierdzenie irańskiej armii, jakoby baza lotnicza Al Minhad w Dubaju miała być celem ataku.
Po niedzielnym ataku USA irańskie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyło w poniedziałek, że Iran "nie zawaha się skorzystać z przysługującego mu prawa do uzasadnionej obrony i zareaguje zdecydowanie na każdą agresję zbrojną".
Przed udaniem się na szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Kirgistanie wraz z ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghczim, prezydent Iranu Masud Pezeszkian — który opowiadał się za negocjowanym zakończeniem konfliktu — podkreślił, że Iran nie szuka wojny. "Ale" — powiedział — "odpowiemy zdecydowanie agresorom". Szczyt gromadzi grupę określaną jako przeciwwaga dla globalnych wpływów USA, w tym prezydenta Chin Xi Jinpinga, prezydenta Rosji Władimira Putina i premiera Indii Narendrę Modiego. Pezeszkian miał spotkać się z Putinem na marginesie szczytu we wtorek. To zgromadzenie daje Teheranowi forum do poszukiwania poparcia dyplomatycznego i gospodarczego ze strony mocarstw, które opierały się amerykańskiej presji sankcyjnej.
Tymczasem sekretarz skarbu USA Scott Bessent miał gościć w poniedziałek i wtorek spotkania ministrów finansów Grupy Dwudziestu w Karolinie Północnej, w czasie gdy Waszyngton wywiera presję na inne kraje, aby pomogły Stanom Zjednoczonym gospodarczo odizolować Iran. Zmiana strategii opiera się na groźbach karania każdego kraju lub podmiotu, który nadal prowadzi interesy z Teheranem.
Dwa tygodnie temu ZEA zawiesiły cały handel z Iranem po tym, jak poinformowały, że ponownie znalazły pod irańskim ostrzałem — dwie rakiety wystrzelone w kierunku ruchu statków spadły nieszkodliwie do Zatoki Perskiej. Iran zaprzeczył atakowi. Bessent później zasugerował, że do decyzji ZEA skłoniła presja ze strony Waszyngtonu.
Trump podkreślił w zeszłym tygodniu, że nie spieszy się z powrotem Iranu do stołu negocjacyjnego, i nadal przekonuje, że przywództwo Islamskiej Republiki jest na kolanach. Mianowania w irańskim kierownictwie ds. bezpieczeństwa w ostatnim miesiącu sygnalizują jednak bunt Teheranu po latach trwania dekad sankcji, a także brak tolerancji dla sprzeciwu w kraju.
W niedzielę Dowództwo Centralne USA poinformowało, że zaatakowało irańskie wyrzutnie po zauważeniu sił Korpusu Strażników Rewolucji przygotowujących się do wystrzelenia rakiet z minami morskimi w stronę Cieśniny Ormuz. Amerykańska armia podała w zeszłym tygodniu, że zakończyła oczyszczanie międzynarodowych szlaków żeglugowych tej drogi wodnej z min morskich. Amerykańscy urzędnicy wojskowi podważyli twierdzenie Iranu, jakoby najnowsze amerykańskie uderzenia były aktem agresji, określając je jako "ograniczone, precyzyjne działanie" wobec — ich zdaniem — sił zajmujących się stawianiem min.
Irańska telewizja państwowa pokazała później to, co określiła jako wystrzelenie rakiet balistycznych na amerykańskie bazy w Jordanii, a jordańska armia poinformowała, że przechwyciła osiem z nich, które znalazły się w jej przestrzeni powietrznej. Ostatnim razem, gdy amerykańska armia potwierdziła atakowanie Iranu, było 29 lipca, kiedy ogłosiła "potężną falę uderzeń" na dziesiątki celów Strażników Rewolucji, w tym nadbrzeżne stanowiska dozorowania i obrony.
Źródło: Fortune