Trump nakazał „znaczne ograniczenie” wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową i usłyszał ostrzeżenie o „igraniu z ogniem”
Najważniejsze informacje
- •Trump polecił Pentagonowi znacznie ograniczyć wspólne ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową przed rozpoczęciem kolejnej rundy ćwiczeń.
- •Oświadczył, że ćwiczenia byłyby nieodpowiednie i wrogie wobec Korei Północnej, oraz opisał reżim jako niezagrażający i pełen szacunku.
- •Decyzja przypomina zawieszenie wielkoskalowych ćwiczeń w pierwszej kadencji Trumpa po szczycie w Singapurze z Kimem Jong-unem w 2018 roku.
- •Kevin Baron argumentował, że język Trumpa przypomina północnokoreańską retorykę i nie ma poparcia w danych wywiadowczych, informacjach ani dowodach.
- •Baron ostrzegł, że decyzja może kosztować w kategoriach dolarów, dyplomacji, gotowości i morale, osłabiając jednocześnie odstraszanie i bezpieczeństwo sojuszników.

Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o ograniczeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową spotkała się z ostrą krytyką analityków bezpieczeństwa narodowego — nowy tekst w serwisie MS NOW porównuje jego sposób charakteryzowania Korei Północnej do języka przywódcy tego kraju, Kima Jong-una.
W weekend Trump w poście na platformie Truth Social polecił sekretarzowi obrony Pete’owi Hegsethowi „znacznie ograniczyć” wspólne ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową, na krótko przed rozpoczęciem nowej rundy ćwiczeń. Trump argumentował, że udział w nich zostanie uznany za „całkowicie nieodpowiedni i wrogi” wobec Korei Północnej — dyktatury, którą określił jako „niezagrażającą i pełną szacunku”.
„Biorąc pod uwagę, że jest już za późno na odwołanie, poleciłem sekretarzowi wojny Pete’owi Hegsethowi znacznie ograniczyć Wspólne Ćwiczenia Wojskowe” — głosił post. Nie sprecyzowano w nim, jak ograniczenie ma zostać przeprowadzone.
Decyzja przywraca podejście z pierwszej kadencji Trumpa, kiedy zawiesił on kilka wielkoskalowych wspólnych ćwiczeń po szczycie w Singapurze z Kimem Jong-unem w 2018 roku, nazywając te treningi kosztownymi i prowokacyjnymi „grami wojennymi”, zanim w kolejnych latach wznowiono wielkoskalowe ćwiczenia połączone. Ćwiczenia od dawna stanowią filar sojuszu opartego na traktacie o wzajemnej obronie między USA a Koreą Południową z 1953 roku, na mocy którego na Południu stacjonuje około 28 500 amerykańskich żołnierzy. Wojna koreańska zakończyła się rozejmem, a nie traktatem pokojowym, przez co półwysep formalnie pozostaje w stanie wojny od ponad siedmiu dekad; Korea Północna od dawna domaga się odwołania ćwiczeń, które przedstawia jako próbę generalną przed inwazją, natomiast Waszyngton i Seul opisują je jako o charakterze obronnym.
Stany Zjednoczone nie utrzymują z Koreą Północną formalnych stosunków dyplomatycznych, a mimo to Trump od dawna zabiega o utrzymywanie bliskiej relacji z Kimem Jong-unem, jednym z kilku autorytarnych przywódców, wobec których wyrażał sympatię. W poście zasugerował także, że decyzja stanowiła bezpośrednią reakcję na odmowę wsparcia ze strony Korei Południowej w jego wojnie z Iranem.
We wtorek rano analityk bezpieczeństwa narodowego Kevin Baron, pisząc dla MS NOW, skarcił oświadczenie prezydenta, argumentując, że jego „opis Korei Północnej brzmi tak, jakby napisał go Kim Jong Un”, i pytając, dlaczego prezydent wybiera „ślepą wiarę w to, że morderczy reżim państwa-więzienia Korei Północnej otworzył nową kartę w kierunku światowego pokoju”.
„Czy ten komunikat napisała Korea Północna?” — pytał Baron. „Bez jakichkolwiek danych wywiadowczych, informacji czy dowodów na poparcie swojego twierdzenia Trump zdaje się ślepo ufać, że morderczy reżim państwa-więzienia Korei Północnej otworzył nową kartę w kierunku światowego pokoju. Tym wyborem Trump jednostronnie odrzuca amerykańskie wywiadowcze oceny zagrożeń, gotowość wojskową i historię. Nie otrzymuje też nic w zamian. To jego prerogatywa jako naczelnego dowódcy.”
Baron kwestionował także sformułowanie uzasadnienia tego kroku, mówiąc, że brzmiało ono tak, jakby prezydent dopiero co dowiedział się, że wspólne ćwiczenia z Koreą Południową miały się właśnie odbyć. Ostrzegł, że nagła decyzja będzie się wiązać z „istotnym kosztem” mierzonym w „dolarach, dyplomacji, gotowości i morale”.
„W najlepszym razie Trump igra z ogniem. W najgorszym — świadomie naraża amerykańskie życia, interesy i wpływy dla szansy na oszczędności, opierając się wyłącznie na przeczuciu” — kontynuował Baron.
Na koniec napisał: „Trump zawsze szuka okazji, ale bezpieczeństwo USA nie jest przedmiotem targów. Amerykańska obecność wojskowa na przedpolu i gotowość w sojuszu z partnerami, w tym Koreą Południową i Japonią, pozwalają ludziom żyć tam w pokoju i dobrobycie, tak abyśmy i my mogli żyć w spokoju tutaj. To nie jest działalność charytatywna. To nie prezent. To parasol bezpieczeństwa. To wielomiliardowa inwestycja i polisa ubezpieczeniowa amerykańskiego dobrobytu. To także najlepszy instrument nacisku, jakim dysponuje świat, by powstrzymać Koreę Północną przed dokonaniem czegoś katastrofalnego. W niedzielę Kim otrzymał od prezydenta USA kolejny niezasłużony prezent: przyzwolenie na to, by nigdy się nie zmieniać.”