AktualnościMakroUrzędnica administracji Trumpa odrzuca zarzut QAnon o zastawienie pułapki z „przeciekiem” i oferuje samodzielne ujawnienie dokumentów

Urzędnica administracji Trumpa odrzuca zarzut QAnon o zastawienie pułapki z „przeciekiem” i oferuje samodzielne ujawnienie dokumentów

Autor: Alternet·

Najważniejsze informacje

  • Spór dotyczy konta na platformie X DataRepublican, które oświadczyło, że rządowe źródło próbowało skłonić je do popełnienia przestępstwa, przekazując oznaczone dokumenty.
  • Sarah Rogers, mianowana przez Trumpa podsekretarz stanu, oświadczyła, że wiadomości tekstowe i dokumenty należały do niej, i broniła oznaczeń jako wymaganych przez FOIA redakcji.
  • Rogers opublikowała opisy wcześnie niepublikowanego raportu Global Engagement Center dotyczącego monitorowania wraz z zagranicznymi rządami tzw. dysinformacji genderowej.
  • Krytycy argumentowali, że Rogers mogła opublikować dokumenty sama, i kwestionowali, dlaczego sprawa jest rozstrzygana w mediach społecznościowych.
  • DataRepublican oświadczyła później, że dokumenty nie miały wartości operacyjnej, ale pozostawała przekonana, że cała wymiana była próbą zastawienia pułapki.
Urzędnica administracji Trumpa odrzuca zarzut QAnon o zastawienie pułapki z „przeciekiem” i oferuje samodzielne ujawnienie dokumentów

Wysoka rangą urzędnica administracji Trumpa próbuje zbyć żartem sugestię, że przekazała informacje kontu QAnon w sposób, który mógłby doprowadzić właściciela tego konta przed sąd.

Spór dotyczy konta na platformie X „DataRepublican (small r)”, które publicznie oskarżyło rządowe źródło o próbę wciągnięcia go w pułapkę. „To nie jest w porządku, gdy Deep State podstawia cię do popełnienia przestępstwa. Nigdy w życiu nie byłam tak wściekła”, skarżyło się konto.

„Weszłam w to z dobrą wiarą. Gotowa do współpracy w sprawie Kuby. Wepchnięto mi stertę dokumentów w wersji papierowej do «wycieku». Nie sprawdziłam ich przed przyjęciem. Dałam wymijającą odpowiedź. No właśnie. Oznaczenia, które mogłyby ściągnąć na mnie bardzo, bardzo duże kłopoty.”

Właścicielka konta narzekała również, że oznaczenia na dokumentach „nie zostały przekreślone”, dodając: „Skonsultowałam się z ludźmi i gdyby był to autoryzowany przeciek, po prostu przesłaliby je e-mailem. Próbowali mnie wciągnąć w pułapkę.”

Choć konto na X określiło samą treść dokumentów mianem „rzeczy bez znaczenia”, autorka wpisu twierdziła, że informator „próbował doprowadzić do tego, że popełnię przestępstwo. Mam świadków. @DataInterpretr poświadczy to wszystko.”

„Nie, nie dałam się nabrać na waszą pułapkę”, dodała autorka wpisu na koncie QAnon. „… Chwała Bogu, że mnie chronił. I moje dzieci nie muszą odwiedzać mamy w więzieniu.”

Zrzut ekranu z wymiany zdań między kontem QAnon a powiązanym z Trumpem „źródłem przecieków” pokazuje, jak rządowe źródło zapewnia odbiorcę z QAnon, że wprowadzono „wszystkie niezbędne redakcje” i że ujawniająca dane osoba „chciała dać ci możliwość «pierwszego ogłoszenia» tej historii jako swego rodzaju prezentu”.

Tego samego piątku jednak podsekretarz stanu Sarah Rogers, mianowana w zeszłym roku przez prezydenta Donalda Trumpa, stanęła w obronie informacji zawartych w wątku publikowanym przez konto QAnon.

„lol, to moje wiadomości tekstowe i dokumenty”, napisała Rogers z własnego konta na X. „«Oznaczenia» to redakcje wymagane przez FOIA nawet przy dobrowolnym ujawnieniu. Aby udowodnić, że to nie «pułapka», chętnie ujawnię dokumenty sama.”

Następnie Rogers opublikowała wątek z opisami wcześnie niepublikowanego wewnętrznego raportu Global Engagement Center, sugerujący, że dawna komórka Departamentu Stanu za czasów Joe Bidena współpracowała z zagranicznymi rządami nad monitorowaniem tzw. „dysinformacji genderowej”. Kwestia ta stała się punktem zapalnym, ponieważ Global Engagement Center był już wcześniej częstym celem krytyki ze względu na zakres swojego działania, a Rogers powiązała ten materiał z wcześniejszą wymianą zdań w Kongresie, podczas której urząd oświadczył, że nie zajmuje się tym „w wymiarze krajowym”.

Krytycy natychmiast przypuścili atak na taktykę Rogers, a krytyk Matt Van Swol napisał: „To nie ma żadnego logicznego sensu”.

„Dlaczego prosić @DataRepublican o «wyciek» dokumentów, które mogłabyś po prostu opublikować sama? To się nie spina. Czego nam nie mówisz?”, żądał Van Swol.

„Moje pytanie brzmi: jeśli jesteście po tej samej stronie, to dlaczego robicie to w mediach społecznościowych, a nie w rozmowie na osobności?”, napisało inne konto wspierające Trumpa.

„Czy zawsze handlujecie informacjami rządu naszych Stanów Zjednoczonych w formie «prezentów», i czy wasi współpracownicy również?”, zażądał inny krytyk. „Jeśli tak, dajcie nam znać o pozostałych takich przypadkach i «historiach» «przecieków»”.

Jeszcze inny krytyk, Alan Sanders, prowadzący podcast Alan Sanders Show, określił machinacje Rogers mianem „epickiej klapy”, pisząc: „Nie jesteś w tym zbyt dobra, prawda? Jeśli mogłaś to z łatwością zrobić sama, czemu tego nie zrobiłaś? Wygląda na to, że szukasz jakiegoś wiarygodnego wyparcia się odpowiedzialności…”

Właścicielka konta QAnon pozostawała jednak kilka godzin później podejrzliwa i wrogo nastawiona.

„Do wszystkich, którzy przekonują mnie, że działam z nieporozumienia – ona znała moją historię. Wiedziała, jakie oznaczenia ściągnęłyby na mnie kłopoty. Potwierdziła, że wprowadziła wszystkie «niezbędne redakcje». Przecieki, które mi przekazano, miały zerową wartość operacyjną dla jakiegokolwiek działania. To jedno próbować doprowadzić do mojego zwolnienia. To co innego próbować nakłonić mnie do popełnienia przestępstwa.”