Grand Prix IndyCar Trumpa na National Mall budzi w Waszyngtonie obawy o nadużycia i korki
Najważniejsze informacje
- •Freedom 250 Grand Prix zaplanowano na niedzielę na National Mall w ramach wspieranych przez Trumpa obchodów 250-lecia.
- •Kongresmen Jared Huffman skrytykował w poście na X powiązanie wyścigu z Freedom 250 i określił tę organizację jako skorumpowaną.
- •Krytycy kwestionowali, czy ulice Waszyngtonu i ich stan nadają się do wyścigu IndyCar.
- •Korespondent Białego Domu relacjonował, że korki związane z Grand Prix w centrum Waszyngtonu sprawiły, że przejazd 2,2 mili zajął dwie godziny.

Wyścig Grand Prix IndyCar prezydenta Donalda Trumpa na National Mall budzi w Waszyngtonie niepokój z powodu obaw o nadużycia finansowe i poważne zakłócenia ruchu drogowego.
Trump nadał bieg wyścigowi Freedom 250 Grand Prix styczniowym rozporządzeniem wykonawczym. Zawody mają zwieńczyć lato wydarzeń wspieranych przez Trumpa, upamiętniających 250-lecie państwa — półtorasetlecie, wyznaczające 250 lat od ogłoszenia Deklaracji Niepodległości — a ich termin wyznaczono na niedzielę. Miejscem imprezy są federalne tereny zielone: National Mall, rozciągający się między Kapitolem Stanów Zjednoczonych a Pomnikiem Lincolna i zarządzany przez National Park Service, znany jest przede wszystkim ze swoich pomników, muzeów Smithsonian i wielkich zgromadzeń publicznych.
Przed wyścigiem krytycy wypunktowali różne kwestie związane z wydarzeniem. Kongresmen Jared Huffman (D-Kalifornia) napisał na X, że z niepokojem przyjmuje informację o afiliacji wydarzenia z Freedom 250, które określił jako skorumpowaną organizację.
„Nie tak dawno temu ostrzegałem przed Freedom 250 — spółką-widmo przesiąkniętą korupcją i samowzbogacaniem się, która oszukiwała darczyńców, pozyskiwała zagraniczne pieniądze, sprzedawała dostęp do prezydenta i przyznawała lojalistom Trumpa zamówienia bez przetargu” — napisał Huffman. — „Niepokojące jest więc, że Grand Prix Trumpa na National Mall ściga się pod jej sztandarem.”
„Trudno wyobrazić sobie lepszą metaforę całego tego szwindla: ego Trumpa ściga się po Waszyngtonie, podczas gdy Amerykanie czekają na odpowiedzi, kto sfinansował to przedsięwzięcie i kto na nim skorzystał” — dodał.
Obawy dotyczyły także tego, czy ulice stolicy w ogóle nadają się do wyścigu IndyCar. Ron Filipkowski, redaktor naczelny sieci politycznej MeidasTouch, odniósł się do wpisu Jerroda Sesslera — byłego kierowcy NASCAR, a obecnie kandydata Partii Republikańskiej do Kongresu ze stanu Waszyngton — który zauważył, że „tor jest BARDZO nierówny!”
„Nie sądzę, żeby ulice Waszyngtonu projektowano z myślą o wyścigach IndyCar” — napisał Filipkowski.
Dziennikarz Johnathan Nicholson podzielił tę opinię, pisząc: „Gdybym jechał 140 mil na godzinę, nie jestem pewien — właściwie poważnie wątpię — czy chciałbym uzależniać własne bezpieczeństwo od skuteczności waszyngtońskich służb DC Public Works w naprawianiu dziur i kolein na pasach busowych wokół Mall.”
Same wyścigi uliczne są utrwaloną częścią amerykańskich zmagań samochodów jednomiejscowych: kalendarz IndyCar regularnie obejmuje tymczasowe trasy uliczne w takich miastach jak Long Beach w Kalifornii, St. Petersburg na Florydzie czy Detroit, gdzie na weekend wyścigowy zamyka się śródmiejskie ulice barierami betonowymi i siatkami przechwytującymi. Montaż i rozbiórka takiej tymczasowej infrastruktury zwykle zakłócają ruch w okolicy na wiele dni przed wydarzeniem i po nim — zjawisko to znają również mieszkańcy innych miast-gospodarzy.
Jon Michael Raasch, korespondent The Daily Mail akredytowany przy Białym Domu, opisał, jak budowa toru wpłynęła na ruch w Waszyngtonie.
„Jazda 2,2 mili z centrum Waszyngtonu do domu na Wharf zajęła mi prawie dwie godziny” — napisał. — „Korki przy tym Grand Prix to zupełnie inny poziom. W tym tygodniu za wszelką cenę unikajcie jazdy samochodem.”