Były urzędnik DHS ostrzega, że plan Trumpa mający ingerować w wybory śródokresowe jest już realizowany
Najważniejsze informacje
- •Według raportu Washington Post setki funkcjonariuszy imigracyjnych w U.S. Citizenship and Immigration Services, w tym specjaliści weryfikujący wnioski pod kątem oszustw i zagrożeń bezpieczeństwa, zostały przeniesione z ustawowych obowiązków do monitorowania rejestrów wyborców pod kątem rzekomych nieobywateli.
- •Miles Taylor, były zastępca szefa personelu DHS za pierwszej kadencji Trumpa, a później anonimowy autor op-ed z 2018 roku w New York Times, twierdzi, że te przeniesienia są elementem działań mających ingerować w proces demokratyczny.
- •Taylor mówi, że administracja pozwała co najmniej 30 stanów i Dystrykt Kolumbii, aby uzyskać dane z rejestrów wyborców, nakazała tworzenie zatwierdzonych list wyborców i nadal realizuje plany kontrolowania doręczania kart do głosowania pocztą.
- •Trump i sekretarz DHS Markwayne Mullin twierdzą, że około 278,000 nieobywateli jest nielegalnie zarejestrowanych do głosowania, ale gdy Nevada zakwestionowała liczbę 16,000 w tym stanie, DHS potwierdził tylko 185 przypadków i odmówił przekazania nazwisk.
- •Głosowanie przez nieobywateli w wyborach federalnych już stanowi przestępstwo federalne na mocy ustawy z 1996 roku, a potwierdzone przypadki z audytów stanowych i badań akademickich konsekwentnie stanowiły jedynie niewielki ułamek oddanych głosów.

W obliczu zbliżających się wyborów śródokresowych — głosowanie w listopadzie zdecyduje o kontroli obu izb Kongresu — oraz wobec tego, że prezydent Donald Trump nadal powtarza swoje twierdzenia o fałszerstwach wyborczych, sygnalista z jego pierwszej administracji twierdzi, że prezydencki „plan w folii aluminiowej” mający „ingerować w proces demokratyczny” jest już w toku.
Miles Taylor, który za pierwszej kadencji Trumpa pełnił funkcję zastępcy szefa personelu w Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS), a później ujawnił szereg tajemnic administracji, w środę bijąc na alarm ostrzegł, że działania rozpoczęte przez Trumpa niemal dekadę temu weszły w najniebezpieczniejszą fazę. Taylor ujawnił się również w październiku 2020 roku jako anonimowy autor op-ed z 2018 roku w New York Times pt. "I Am Part of the Resistance Inside the Trump Administration."
W ciągu ostatniego roku Trump i jego sojusznicy byli wielokrotnie pytani, czy podczas wyborów śródokresowych federalne wojska zostaną rozmieszczone w lokalach wyborczych. Zazwyczaj unikali odpowiedzi, mówiąc, że nie ma „planów” takiego działania, ale bez kategorycznego wykluczenia tej możliwości. Jednak — jak napisał Taylor — „najwyraźniej cała ta kontrowersja była skierowana pod zły adres. Podczas gdy urzędnicy w Waszyngtonie debatowali o lokalach wyborczych w Dniu Wyborów, administracja po cichu przerzucała bataliony funkcjonariuszy, aby z ich biurek zacząć namierzać wybory, przeszukując listy wyborców w tajnej operacji bez precedensu”.
Taylor odwoływał się do nowego materiału Washington Post, który ujawnił we wtorek, że setki federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych w U.S. Citizenship and Immigration Services — w tym specjaliści sprawdzający wnioski imigracyjne pod kątem oszustw i zagrożeń dla bezpieczeństwa — zostały odciągnięte od codziennych obowiązków i skierowane do monitorowania list wyborczych w poszukiwaniu rzekomych nieobywateli na listach wyborców. Ustawowe zadania tej agencji dotyczą świadczeń imigracyjnych — zielonych kart, wniosków o azyl, petycji o naturalizację — a nie administracji wyborczej. „To stawia agentów DHS bezpośrednio w roli, której nigdy nie przewidziano przy tworzeniu Departamentu, i ma złowieszcze implikacje dla wyborów śródokresowych oraz przyszłych wyborów” — napisał Taylor.
Choć administracja celowo wypowiada się na ten temat oględnie, Taylor argumentował, że „oczekuje, iż Amerykanie uwierzą, że chodzi jej jedynie o wyłapywanie ‘nielegalnych’ zarejestrowanych wyborców. Tymczasem ta operacja rodzi pilne pytania o możliwe nadużycia, nadzór oraz o to, czy agenci DHS odegrają większą rolę w bezprawnym usuwaniu amerykańskich obywateli z rejestrów wyborczych”.
Te przeniesienia pracowników są — według Taylora — częścią szerszego wysiłku, by przekształcić „Sekcję Wyborczą Departamentu Sprawiedliwości z tarczy chroniącej wyborców w broń przeciwko nim”. Jak napisał, administracja pozwała co najmniej 30 stanów i Dystrykt Kolumbii, aby uzyskać dane z rejestrów wyborców, nakazała agencjom federalnym tworzenie „zatwierdzonych” list wyborców i — „w chwili, gdy o tym mówimy — nadal realizuje plany przejęcia kontroli nad doręczaniem kart do głosowania pocztą”. Tradycyjny mandat tej sekcji działa w przeciwną stronę: egzekwuje federalne zabezpieczenia wyborcze, takie jak Voting Rights Act oraz National Voter Registration Act of 1993, który reguluje sposób prowadzenia rejestrów przez stany. W zdecentralizowanym systemie kraju rejestry wyborcze zawsze były prowadzone przez stany i władze lokalne, a nie przez Waszyngton.
Taylor powiązał te działania z pierwszą kadencją Trumpa. „Miałem z tym do czynienia podczas pierwszej administracji Trumpa, kiedy Biały Dom wysłał nas w DHS na głupią odyseję, by ujawnić tę (nieistniejącą) ogólnokrajową spiskową teorię o fałszerstwach wyborczych, o której ciągle mówi” — napisał. „Nie było żadnych dowodów na istnienie takiego spisku. To były rzeczy z folii aluminiowej. Ale teraz rozumiem, że nigdy nie chodziło o znalezienie oszustwa. Chodziło o stworzenie liczby wystarczająco dużej, by uzasadnić czystki w rejestrach wyborczych, ściganie urzędników wyborczych i federalną ingerencję w stanach, w których Biały Dom spodziewa się przegranej. Właśnie to robią teraz”. Pierwsza kadencja miała też równoległy rozdział: Presidential Advisory Commission on Election Integrity Trumpa, powołana w 2017 roku, aby potwierdzić jego twierdzenie, że w 2016 roku miliony głosowały nielegalnie. Większość stanów odmówiła przekazania danych lub poważnie ograniczyła szeroki wniosek o ich rejestry wyborców, a Trump rozwiązał komisję w styczniu 2018 roku, nie dokumentując powszechnych nadużyć.
Taylor zauważył, że tysiące agentów DHS i federalnych prokuratorów zostało przesuniętych z ich rzeczywistych obowiązków i skierowanych do pomocy prezydentowi w „przejmowaniu kontroli nad tym, kto może oddać głos”.
Administracja nadal utrzymuje, że wszystkie jej działania skupiają się na tym, co Taylor nazwał „widmem ‘nieobywateli’ na listach wyborców”, dodając, że „pretekst się pod własnym ciężarem załamuje”. Trump i sekretarz DHS Markwayne Mullin twierdzą, że około 278,000 nieobywateli jest nielegalnie zarejestrowanych do głosowania w Stanach Zjednoczonych. Jednak gdy Nevada zakwestionowała wobec resortu twierdzenie Mullina o 16,000 takich osób w tym stanie, DHS przyznał, że potwierdził tylko 185 przypadków — a następnie odmówił przekazania nazwisk, aby stan mógł przeprowadzić własne dochodzenie. Głosowanie przez nieobywateli w wyborach federalnych jest już przestępstwem federalnym na mocy ustawy z 1996 roku, a potwierdzone przypadki ujawniane przez wcześniejsze audyty stanowe i badania akademickie konsekwentnie stanowiły jedynie ułamek oddanych głosów.
„Nic w amerykańskiej historii nie wygląda tak jak to. W ogóle” — napisał Taylor. „A jednak na świecie istnieje wiele przykładów reżimów przeprowadzających przejęcie wyborów, które wyglądają bardzo podobnie. Studenci historii nazwaliby to autorytaryzmem”.