AktualnościMakroDoradcy Trumpa podobno sceptyczni wobec planu wznowienia uderzeń na Iran po wyborach do Kongresu

Doradcy Trumpa podobno sceptyczni wobec planu wznowienia uderzeń na Iran po wyborach do Kongresu

Autor: Alternet·

Najważniejsze informacje

  • •Wojska USA i Izraela opracowały konkretne plany wznowienia uderzeń na Iran po wyborach śródokresowych 3 listopada; celami prawdopodobnie będą irańska infrastruktura energetyczna, obiekty nuklearne oraz arsenał rakiet i dronów.
  • •Sekretarz obrony Pete Hegseth miał podobno potajemnie spotkać się z izraelskim premierem Benjaminem Netanyahu, który za miesiąc sam stanie przed wyborami.
  • •Kilku wysokich doradców i urzędników Trumpa jest sceptycznych, czy wznowiona kampania zmusi Iran do poważnych ustępstw, i obawia się pogorszenia gospodarki USA i światowej.
  • •Mohsen Rezai, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, oświadczył, że w razie świeżego ataku USA i Izraela Iran zaatakuje instalacje naftowe, kable podmorskie, centra danych i obiekty AI nawet w siedmiu krajach Zatoki.
  • •Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz powiedział Financial Times, że wojna może trwać jeszcze rok, a Trump zapowiedział, że nie zakończy konfliktu przed wyborami, mimo jego niepopularności.
Doradcy Trumpa podobno sceptyczni wobec planu wznowienia uderzeń na Iran po wyborach do Kongresu

Najbliższym doradcom prezydenta Donalda Trumpa i urzędnikom administracji nie robi wrażenia plan wznowienia kampanii przeciwko Iranowi po wyborach do Kongresu – według Alternet, powołującego się na Asawina Suebsaenga z Zeteo. Po głosowaniu 3 listopada – wyborach śródokresowych, które zadecydują o nowym składzie Kongresu – sekretarz obrony Pete Hegseth ma zamiar przepakować starą strategię ciągłych bombardowań w poszukiwaniu „zwycięstwa” w wojnie z Iranem.

„Znowu czas idiotów” – tak skomentował to jeden z doradców Trumpa, zgodnie z doniesieniami Suebsaenga dla Zeteo.

Hegseth miał podobno potajemnie udać się w podróż, aby spiskować z izraelskim premierem Benjaminem Netanyahu, który za miesiąc sam stanie przed wyborami. Według New York Times „wojska USA i Izraela opracowały konkretne plany wznowienia uderzeń na Iran po amerykańskich wyborach śródokresowych”, a „celami prawdopodobnie będą irańska infrastruktura energetyczna, obiekty nuklearne oraz arsenał rakiet i dronów”.

Suebsaeng podał, że urzędnicy powiedzieli mu, iż przygotowania znacznie przyspieszyły, a planiści pracują obecnie nad listą celów, która obejmie także infrastrukturę cywilną.

„Kilku wysokich urzędników, z którymi rozmawiałem, jest (delikatnie mówiąc) ogromnie sceptycznych wobec tego, że ponowne uruchomienie machiny wojennej Trumpa przyniesie (rzekomo) zamierzony efekt – zmuszenie rządu irańskiego do poważnych ustępstw i zakończenia wojny na korzyść Trumpa” – napisał. Urzędnicy obawiają się również, że posunięcie pogorszy gospodarkę USA i pociągnie w dół gospodarkę światową.

Iran z kolei zasygnalizował retorsje. Jak pisał w czwartek Guardian, „Iran zaatakuje instalacje naftowe, kable podmorskie, centra danych i obiekty AI nawet w siedmiu krajach Zatoki w razie świeżego ataku USA i Izraela – oświadczył Mohsen Rezai, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu”. Kategorie wymienione przez Rezaia podkreślają, co jest na stole poza polem bitwy: znacząca część światowej ropy przepływa przez terminale eksportowe i wody Zatoki, kable podmorskie oplatające region przenoszą zdecydowaną większość międzynarodowego ruchu danych, a centra danych i obiekty AI stanowią fizyczną warstwę obliczeniową dla usług chmurowych i sztucznej inteligencji wykorzystywanych na całym świecie.

Trump tymczasem mówi publicznie i prywatnie, że nie zakończy wojny z Iranem przed wyborami, niezależnie od jej niepopularności. Zrobienie tego oznaczałoby przyznanie się do błędu i do tego, że wojnę przegrał. Konflikt może też przeciągnąć się daleko poza dzień wyborów: ambasador USA przy ONZ Mike Waltz powiedział Financial Times, że wojna może trwać jeszcze rok – wynika z piątkowego doniesienia.

„To najbliżej przyznania się, jak tylko można, że prowadzenie tej wojny jest teraz motywowane polityką partyzancką – oczywistą nadzieją, że timing pozwoli jemu i kandydatom Republikanów zaoszczędzić sobie bólu głowy z powodu wściekłego elektoratu tuż przed dniem wyborów” – napisał Suebsaeng.

Administracja wielokrotnie argumentowała, że wojna była konieczna, bo „Iran nie może mieć broni nuklearnej”. Tymczasem Trump nie zacznie bombardować aż po wyborach. Taka sekwencja, jak argumentował Suebsaeng, rodzi proste pytanie: „albo jego niezdarna wojna napastnicza (...) to pilny imperium bezpieczeństwa narodowego, jak kłamie Biały Dom Trumpa, albo nie jest”. Jeśli rozprzestrzenianie broni nuklearnej byłoby prawdziwym powodem do obaw, czemu czekać kilka tygodni aż po głosowanie?

W ocenie Suebsaenga ten timing to jawne przyznanie się, że kwestia nuklearna od początku nie ma nic wspólnego z tą wojną. „Machasz ci to pod nosem, że to wszystko dla niego gra, którą może rozgrywać dla własnej wygody i przyjemności – podczas gdy jego rząd wciąż zataja skalę amerykańskich strat w konflikcie, który Trump rozpętał bez żadnego sensownego powodu” – zakończył.