Konserwatywny komentator Charlie Sykes nazywa konwencję midtermową Trumpa „polityczną malpraksą ogromnej skali”
Najważniejsze informacje
- •Charlie Sykes, weteran konserwatywnej publicystyki i były redaktor naczelny Bulwark, nazwał strategię GOP „polityczną malpraksą ogromnej skali”, ponieważ zamienia wybory midtermowe w referendum w sprawie Trumpa.
- •Trump zmusił GOP do zwołania konwencji midtermowej — bezprecedensowy krok, gdyż takie konwencje tradycyjnie odbywają się tylko w latach wyborów prezydenckich.
- •Prawodawcy i kandydaci GOP według doniesień krytykują konwencję jako marnotrawstwo zasobów, a koszty udziału wahają się od 25 000 do 100 000 dolarów.
- •RNC ostrzegła kandydatów, że dystansowanie się od Trumpa może oddalić ich od bazy i spowodować, że 15–20 procent kluczowych republikańskich wyborców nie przyjdzie do urn.
- •Sykes argumentował, że konwencja przypada w najgorszym momencie, bo kandydaci woleliby być w swoich okręgach i dystansować się od prezydenta na mniej niż 60 dni przed wyborami.

Donald Trump i Partia Republikańska dopuszczają się „politycznej malpraktyki ogromnej skali” — tak według konserwatywnego komentatora Charliego Sykesa, który skrytykował prezydenta za obarczanie kandydatów GOP swoim bagażem w najgorszym możliwym momencie.
Sykes to weteran konserwatywnego dziennikarstwa i publicystyki, który w ciągu ostatniej dekady stał się zdecydowanym przeciwnikiem Trumpa i jego agendy MAGA. Od lat obecny w konserwatywnych mediach, był wcześniej znanym prowadzącym talk radio w Milwaukee oraz redaktorem naczelnym Bulwark, medium założonego przez konserwatystów przeciwnych Trumpowi. Wystąpił w najnowszym odcinku podcastu „Fast Politics” z prowadzącą Molly Jong-Fast, gdzie omawiali między innymi bezprecedensową decyzję Trumpa o zmuszeniu GOP do zwołania konwencji midtermowej — praktyki tradycyjnie zarezerwowanej dla lat wyborów prezydenckich, gdy partie formalnie nominują swojego kandydata. Wybory midtermowe natomiast historycznie toczyły się okręg po okręgu, a kandydaci dostosowywali przekazy do lokalnych warunków, zamiast skupiać się wokół jednej ogólnokrajowej postaci.
W miarę zbliżania się wydarzenia pojawiają się doniesienia, że prawodawcy i kandydaci GOP są sfrustrowani konwencją, krytykując ją jako marnotrawstwo cennych zasobów przed kluczowymi wyborami oraz wskazując, że stawia Trumpa w centrum uwagi w momencie, gdy wyborcy są coraz bardziej zmęczeni jego przywództwem. Kpią również z wysokich kosztów udziału, które wahają się od 25 000 do 100 000 dolarów.
Na tle doniesień cytujących anonimowych republikanów wyrażających frustrację z powodu konwencji, urzędnicy RNC zaczęli ostrzegać kandydatów, że ryzykują utratę poparcia, jeśli nie wezmą w niej udziału.
„To jest dzisiejsze doniesienie Politico, gdzie RNC wydała ostrzeżenie” — powiedziała Jong-Fast. „Jeśli członkowie zdecydują się zachować dystans wobec prezydenta, ryzykują oddalenie się od swojej bazy i ryzykują, że 15 do 20 procent kluczowych republikańskich wyborców nie przyjdzie do urn, bo nie będą czuli się dobrymi zwolennikami polityki prezydenta. Tak powiedziała rzeczniczka RNC.”
Sykes w odpowiedzi nie owijał w bawełnę.
„No więc, to jest polityczna malpraksja ogromnej skali, bo normalnie, jeśli jesteś republikaninem w okręgu swingowym, starasz się sprawić, by to było czymkolwiek innym niż referendum w sprawie Donalda Trumpa” — powiedział. „Jeśli zrobisz z tego referendum w sprawie Donalda Trumpa, jesteś w poważnych tarapatach. A więc jaki przekaz płynie z Białego Domu? Wszystko musi krążyć wokół mnie. A w przyszłym tygodniu odbędzie się ta konwencja midtermowa, która będzie pamiętnym przedstawieniem.”
Dodał: „I właśnie w momencie, gdy republikańscy kandydaci chcieliby wrócić do swoich okręgów lub stanów, gdzie chcieliby, no wiesz, zadystansować się od [prezydenta], Donald Trump, ponownie, na mniej niż 60 dni przed midtermami mówi: «Nie, wszystko krąży wokół mnie», bo wierzy, że naprawdę jest na karcie wyborczej, i każe RNC wbijać ten przekaz do głów.”