Istniejący bunkier pod Białym Domem podważa argument Trumpa za salą balową za 600 milionów dolarów, twierdzą byli urzędnicy
Najważniejsze informacje
- •Trzej byli urzędnicy przekazali „The Washington Post”, że pod Białym Domem, za administracji prezydenta Obamy, ukończono bunkier odporny na wybuch jądrowy — znajduje się on na głębokości ponad 60 stóp i może pomieścić dziesiątki osób przez wiele tygodni.
- •Przewodniczący Sądu Najwyższego John Roberts zezwolił na kontynuowanie projektu sali balowej, ukończonego w około 65 procentach, na czas rozpatrywania sprawy przez Sąd Najwyższy — po tym jak sądy niższej instancji nakazały wstrzymać wszystkie prace poza związanymi z bezpieczeństwem narodowym.
- •Zastępca szefa personelu Białego Domu Stephen Miller i sekretarz armii Dan Driscoll oświadczyli sądowi, że podziemny obiekt jest niezbędny dla ciągłości działania rządu oraz władzy dowódczej prezydenta w czasie kryzysu.
- •Byli urzędnicy ostrzegli, że wyburzanie Skrzydła Wschodniego mogło uszkodzić pochodzące z czasów II wojny światowej Prezydenckie Centrum Operacji Awaryjnych, w którym podczas zamachów z 11 września 2001 roku schronił się wiceprezydent Dick Cheney.
- •National Trust for Historic Preservation, który zaskarżył projekt, twierdzi, że nigdy nie poinformowano go o istniejącym bunkrze ani nie proszono o wstrzymanie pozwu — mimo zarzutu Trumpa, że organizacja działała zdradziecko.

Prezydent Donald Trump broni projektu sali balowej w Białym Domu za 600 milionów dolarów, twierdząc, że zapewniłby on jemu i przyszłym prezydentom umocniony kompleks klasy bunkra. Byli urzędnicy wskazują jednak, że takie uzasadnienie pomija obiekt, który już istnieje pod Białym Domem.
Ponad dekadę temu urzędnicy federalni po cichu zbudowali głęboko pod kompleksem ściśle chroniony bunkier — powiedzieli „The Washington Post” trzej byli urzędnicy. Obiekt, ukończony za administracji prezydenta Obamy, znajduje się na głębokości ponad 60 stóp, może pomieścić dziesiątki osób przez wiele tygodni i został zbudowany tak, aby wytrzymać wybuch jądrowy — zapewniając prezydentowi bezpieczne centrum dowodzenia w sytuacji ogólnokrajowego stanu wyjątkowego.
Ujawnienie to podważa argument prawny administracji, rozpatrywany obecnie przez Sąd Najwyższy, według którego podziemny „kompleks wojskowy” sali balowej jest nienegocjowalną koniecznością z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego.
Rzecznik Białego Domu Davis Ingle określił obiekt jako „nierozerwalnie związany z bezpieczeństwem prezydenta”, wskazując na udaremniony zamach na wydarzenie UFC jako dowód potrzeby wznoszenia struktur odpornych na działanie dronów.
Przewodniczący Sądu Najwyższego John Roberts — sędzia właściwy do rozpatrywania wniosków o nadzwyczajne środki z Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla okręgu Kolumbii — w piątek wydał postanowienie zezwalające na kontynuowanie budowy na czas rozpatrywania sprawy przez Sąd Najwyższy, po tym jak sądy niższej instancji nakazały wstrzymać wszelkie prace z wyjątkiem działań związanych z bezpieczeństwem narodowym.
Zastępca szefa personelu Białego Domu Stephen Miller i sekretarz armii Dan Driscoll oświadczyli sądowi, że podziemny obiekt jest niezbędny dla „ciągłości działania rządu” — wypracowanego dekady temu systemu planowania mającego zapewnić funkcjonowanie prezydentury i jej struktur dowodzenia w razie katastroficznego ataku. Driscoll nazwał go „bezwzględnie wymaganym warunkiem wstępnym” sprawowania przez prezydenta władzy dowódczej w czasie kryzysu. Według urzędników projekt jest ukończony w około 65 procentach, a pracuje przy nim 250 robotników w 20-godzinnych zmianach.
Byli urzędnicy ripostowali, że tej samej argumentacji użyto dwie dekady temu, by zbudować istniejący bunkier — co rodzi pytanie, dlaczego Biały Dom twierdzi obecnie, że nie dysponuje wystarczającą ochroną. Ostrzegli również, że wyburzanie Skrzydła Wschodniego mogło uszkodzić starsze Prezydenckie Centrum Operacji Awaryjnych, znajdujące się zaledwie 20 stóp pod nim. To centrum — wzmocniony schron pochodzący z czasów II wojny światowej — wykorzystano podczas zamachów z 11 września 2001 roku, gdy wiceprezydent Dick Cheney i najwyżsi doradcy zostali przeniesieni w to miejsce. Urzędnicy dodali, że upublicznianie szczegółów nowego obiektu — w tym jego „portu dronów” — samo w sobie może stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Sędzia sądu rejonowego Richard Leon, mianowany przez George’a W. Busha i pierwszy, kto nakazał wstrzymanie budowy, pozostał nieugięty wobec argumentów bezpieczeństwa, pisząc, że urzędnicy „sami kontynuowali działania i stworzyli to «skoordynowane i zarządzane zagrożenie dla bezpieczeństwa»” na terenie Białego Domu.
National Trust for Historic Preservation — powołana aktem Kongresu organizacja konserwatorska założona w 1949 roku, która zaskarżyła projekt — twierdzi, że nigdy nie poinformowano jej o istniejącym bunkrze i nigdy nie proszono jej o wstrzymanie pozwu, mimo twierdzenia Trumpa, że organizacja, składając pozew, postąpiła „zdradzieck[o]”.
Źródło: Raw Story