AktualnościMakroRepublikanie organizują rzadki konwencję śródtermionową, gdy eksperci ostrzegają przed „politycznym samobójstwem” GOP

Republikanie organizują rzadki konwencję śródtermionową, gdy eksperci ostrzegają przed „politycznym samobójstwem” GOP

Autor: Alternet·

Najważniejsze informacje

  • GOP organizuje w tym tygodniu w Dallas rzadką konwencję śródtermionową, promowaną jako widowisko w godzinach największej oglądalności mające zmobilizować republikańskich wyborców, przy czym w listopadzie do obsadzenia jest wszystkich 435 mandatów Izby Reprezentantów i około jedna trzecia Senatu.
  • Ankieta Politico wśród ponad 70 republikańskich kandydatów i członków partii wykazała, że 45 nie planuje uczestnictwa lub wciąż się waha, a część odstraszyły wcześniejsze zobowiązania lub koszt 25 000 dolarów.
  • Sondaż Reuters/Ipsos umieścił poparcie Trumpa na poziomie 33 procent — najniższym w jego karierze politycznej — podczas gdy 46 procent demokratów określiło się jako bardzo entuzjastycznie nastawieni do głosowania wobec 31 procent Republikanów.
  • Kilku republikańskich kandydatów, m.in. w Teksasie, Kentucky, Nevadzie i na Alasce, po cichu usunęło odniesienia do Trumpa i jego wizerunek ze swoich stron kampanijnych.
  • Analitycy, tacy jak Tara Setmayer, Allan Lichtman i Charlie Sykes, ostrzegali, że konwencja może się obrócić przeciwko partii, argumentując, że niepopularność Trumpa może odpychać niezależnych i nie zainspiruje bazy.
Republikanie organizują rzadki konwencję śródtermionową, gdy eksperci ostrzegają przed „politycznym samobójstwem” GOP

Partia Republikańska zorganizuje w tym tygodniu rzadką konwencję śródtermionową — praktykę, którą osoby wtajemniczone w politykę, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, określały mianem „szalonej” ze względu na chaos i koszty, jakie wnosi w sezon wyborczy. Konwencje śródtermionowe są niezwykle rzadkie we współczesnej amerykańskiej polityce; ogólnokrajowe konwencje nominacyjne odbywają się zazwyczaj tylko w latach prezydenckich, gdy partia formalnie wybiera swojego kandydata do Białego Domu. Jednak za namową prezydenta Donalda Trumpa GOP idzie na to mimo wszystko, a eksperci ostrzegają, że krok ten może prowadzić partię ku „politycznemu samobójstwu”.

Zgodnie z nowym reportażem Guardiana, opublikowanym w poniedziałek, republikańska konwencja w Dallas została zapowiedziana jako „widowisko w godzinach największej oglądalności”, mające podnieść morale, upaństwowić wybory kongresowe i zmobilizować republikańskich wyborców. Jednak, jak zauważyła gazeta, „sukces jest daleki od gwarancji. Przygotowane na potrzeby telewizji widowisko koliduje bezpośrednio z dwoma meczami otwarcia sezonu futbolu amerykańskiego. Ankieta przeprowadzona na stronie internetowej Politico wśród ponad 70 republikańskich kandydatów i członków partii wykazała, że 45 z nich albo nie planuje przyjazdu do Dallas, albo jeszcze się zastanawia. Niektórzy powoływali się na wcześniejsze zobowiązania, inni wzbraniały się przed ceną 25 000 dolarów za udział”.

Trump z kolei jasno dał do zrozumienia, że wydarzenie kręci się wokół niego — a Newsweek donosi, że może to być przegrana strategia. Stawka jest znacząca: w listopadzie do obsadzenia jest wszystkich 435 mandatów w Izbie Reprezentantów i około jedna trzecia Senatu, a partia niepopularnego prezydenta historycznie traci zwykle poparcie w wyborach śródtermionowych, co czyni entuzjazm bazy kluczowym zmartwieniem strategów GOP.

„To w istocie wiec Trumpa, który nazywają konwencją śródtermionową” — powiedziała Elaine Kamarck, starsza współpracowniczka naukowa w dziale badań nad zarządzaniem w Brookings Institution. „Próbują wzbudzić entuzjazm w swojej bazie, bo tego potrzebują na listopad. Krótko mówiąc, to show Trumpa”.

Według Guardiana jednak „wygląda na to, że plan może się obrócić przeciwko nim. Poparcie dla Trumpa wynosi 33 procent, najniższy punkt w jego karierze politycznej, zgodnie z sondażem Reuters/Ipsos z zeszłego tygodnia. Demokraci wydają się bardziej zmobilizowani do wyborów śródtermionowych — 46 procent określiło siebie jako «bardzo entuzjastycznie nastawionych’ do głosowania w listopadzie, w porównaniu z 31 procentami Republikanów”.

Tara Setmayer, była republikańska dyrektor ds. komunikacji na Kapitolu, twierdzi, że oparcie konwencji śródtermionowej na niepopularnym prezydencie równa się „politycznemu samobójstwu”.

„To niezwykle ryzykowna strategia dla każdego Republikanina w tym momencie, by wiązać się z Donaldem Trumpem” — powiedziała Setmayer. „W każdej kwestii, w której Trump był kiedyś silny, jest teraz pod wodą, od gospodarki po imigrację”.

Dodała: „Pomysł, że zdolny jest wzbudzić entuzjazm, jest w tym momencie wadliwy, biorąc pod uwagę sondaże w samym elektoracie Donalda Trumpa. Nie są zainspirowani i ta próżnościowa konwencja tego nie zmieni na 60 dni przed wyborami. Jeśli już, przypomni ludziom, jak niezadowoleni są za drugiej kadencji Donalda Trumpa”.

Guardian donosi również o dalszych sygnałach, że prezydent „może być bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem”: „Niektórzy kandydaci po cichu usuwają jego wizerunek ze swoich stron internetowych w taktycznym odwrocie. W Teksasie kandydat Carlos De La Cruz zamienił na swojej stronie głównej «Trump Conservative» na «Proven Conservative», wymazując zdanie o gotowości bycia «skrzydłowym prezydenta Trumpa w Kongresie» na rzecz frazesu o «sługach liderach». W Kentucky Ralph Alvarado przeszedł na «Independent Leadership». W Nevadzie Martin O’Donnell, kompozytor muzyki znany przede wszystkim z pracy nad serią gier Halo, nie ma już na swojej stronie zdjęcia z poparciem Trumpa. W południowym Teksasie Eric Flores zamienił «Support for President Trump’s Agenda» na «Lower the Cost of Living». Na Alasce Nick Begich zmienił stronę główną na proste: «We have delivered for Alaska»”. Trump spotkał się również z krytyką ze strony Republikanów wobec jego rozporządzenia zmieniającego nazwę jeziora Ontario oraz jego wojny z Iranem. Zbył on całą tę krytykę.

Allan Lichtman, profesor historii na American University w Waszyngtonie, powiedział Guardianowi: „Nie obchodzi go żaden z tych pozostałych kandydatów. W kwestii wyborów śródtermionowych obchodzi go tylko dwie rzeczy: po pierwsze, żeby nie był badany, po drugie, żeby przeforsować swoje nominacje w Senacie. Od wszystkich innych wymaga lojalności, a sam nie okazuje lojalności nikomu”.

Lichtman dodał: „Ludzie nie kupują tego, co mają do powiedzenia, czyli że jest coraz lepiej, że to złoty wiek, że ceny spadają, że wygrywamy wojnę z Iranem, że nasza polityka imigracyjna jest świetna. Nie kupią tego tylko dlatego, że odbywa się konwencja. Poza tym, jak wiemy, Trump zawsze schodzi ze scenariusza, a to nigdy nie pomaga jego partii”.

Konserwatywny komentator Charlie Sykes twierdzi, że wybory śródtermionowe będą w dużej mierze zależeć od tego, czy historyczna niepopularność Trumpa przeważy nad republikańskimi zarzutami, że demokraci to „komuniści” — temat z pewnością obecny na konwencji na pierwszym planie.

„Wielkie pytanie brzmi: kto w ogóle będzie na to zwracał uwagę?” — zapytał Sykes. „Kto będzie na to patrzył, oprócz twardego trzonu, już przekonanych? Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że niezależni wyborcy włączą telewizory, żeby obejrzeć trumpistowskie widowisko”.

„To Trump-a-palooza i po raz kolejny Donald Trump upiera się na byciu — jakie to było stare powiedzenie o Teddym Roosevelcie? — panną młodą na każdym ślubie i zwłokami na każdym pogrzebie” — powiedział Sykes. Jak przyjmie się konwencja — i czy poruszy entuzjazm wyborców poza bazą — okaże się, gdy wybory śródtermionowe nadejdą za około 60 dni.