Demokraci widzą szansę na przejęcie czerwonych stanów, gdy GOP obawia się, że „preria może stanąć w płomieniach” i stracić większość w Senacie
Najważniejsze informacje
- •Demokraci mogą przejąć kontrolę nad Senatem, jeśli odbiorą Republikanom mandaty w Ohio i Iowa, a jednocześnie utrzymają Michigan, uzyskując cztery miejsca potrzebne do większości w izbie na ostatnie dwa lata kadencji Trumpa.
- •Senator Kevin Cramer z Dakoty Północnej stwierdził, że Trump ma poważne kłopoty na wsi, a przyczynami są podwyżki cen wynikające z ceł, droższy olej napędowy i nawozy związane z wojną z Iranem oraz import zagranicznej wołowiny szkodzący krajowym hodowcom.
- •Demokraci startujący w czerwonych stanach, w tym Rev. Adam Hamilton przeciw senatorowi Rogerowi Marshallowi w Kansas oraz Josh Turek w wyścigu o wolne miejsce w Senacie w Iowa, wykorzystują słabości Republikanów.
- •Według relacji sondaże pokazują, że wyborcy nie uważają, by Trump troszczył się o nich lub o ich priorytety, a republikańscy urzędnicy opisują rozdźwięk między dobrze rozlokowanym gabinetem a mało pomocnym prezydentem.
- •Dan Vicuña z Common Cause argumentował, że część działań administracji zmierzających do podporządkowania wyborów rządowi federalnemu, w tym rozporządzenie dotyczące roli poczty w administracji wyborczej, jest nielegalna i jest kwestionowana w sądzie.

Prezydent Donald Trump wydaje się tracić poparcie w dużej części swojej bazy — od wyborców, którzy głosowali na niego trzy razy, po obywateli, którzy liczyli, że naprawi słabnącą gospodarkę. Nowy raport ujawnia, że Demokraci opracowali plan przejęcia tradycyjnie czerwonych stanów, takich jak Iowa i Kansas, od Partii Republikańskiej — przede wszystkim poprzez nierozerwalne powiązanie marki GOP zarówno z samym Trumpem, jak i z jego bilansem gospodarczym. Stawka jest wysoka: przy niewielkiej republikańskiej większości w Senacie straty w połowie kadencji, nawet w kilku zwykle bezpiecznych okręgach, mogłyby oddać Demokratom kontrolę nad izbą na ostatnie dwa lata kadencji Trumpa, wpływając na zatwierdzenia nominacji i wszelką agendę ustawodawczą do 2028 roku.
"Jeśli Demokraci odbiorą republikańskie mandaty w Ohio i Iowa, a jednocześnie utrzymają Michigan, prawie na pewno zdobędą łącznie cztery mandaty potrzebne do przejęcia kontroli nad Senatem na ostatnie dwa lata prezydentury Donalda Trumpa" — napisał w niedzielę Jonathan Martin z Politico. "Gdy zbliża się tradycyjny początek sezonu kampanijnego, Republikanie coraz bardziej obawiają się, że mogą zostać pochłonięci przez pogarszający się pożar prerii."
Cytując senatora Kevina Cramera (R-ND), Martin napisał, że senator powiedział o Trumpie: "ma poważne kłopoty na wsi. Chodzi o Trumpa — a Trump to my. Nie jestem zbyt optymistyczny." Martin dodał, że polityka Trumpa zaszkodziła republikanom ze stanów rolniczych, podnosząc ceny poprzez cła, zwiększając koszty oleju napędowego i nawozów w wyniku wojny z Iranem oraz importując zagraniczną wołowinę kosztem krajowych hodowców bydła. Taka sytuacja stawia urzędujących republikanów w stanach rolniczych w pozycji osób odpowiadających za koszty, które wyborcy odczuwają bezpośrednio, mimo że te same stany popierały Trumpa w każdej z jego trzech kampanii.
Demokraci startujący do Senatu w czerwonych stanach wykorzystują te republikańskie problemy polityczne, w tym Rev. Adama Hamiltona, demokratycznego kandydata przeciwko senatorowi Rogerowi Marshallowi (R-Kan.), oraz demokratycznego legislatora stanowego Josha Tureka, który rzuca wyzwanie Rep. Ashley Hinson (R-Iowa) w walce o otwarte miejsce w Senacie.
"Gdyby Iowa wróciła do Demokratów po poparciu Trumpa we wszystkich trzech jego wyborach i nie wybierała demokratycznego senatora od 2008 roku, byłby to jednoznaczny sygnał dotyczący rodzaju wyborców, którzy dwukrotnie poparli też Baracka Obamę" — napisał Martin.
Później dodał: "Podstawowy problem polega na tym, że sondaże pokazują, iż wyborcy nie uważają, by Trump przejmował się nimi albo ich priorytetami, a niewiele mogą zrobić republikańscy ustawodawcy czy urzędnicy Białego Domu, by skłonić go do innego zachowania. W rzeczywistości powracającym motywem w rozmowach z Republikanami jest to, że gabinet został dobrze rozlokowany — był wszechobecny na Iowa State Fair i w innych stanach wahających się tego lata — podczas gdy Trump był mało pomocny. To tak, jakby istniały dwie administracje: personel i nominaci, których szefowa personelu Susie Wiles może kontrolować w zwykły sposób, oraz sam prezydent, który robi i mówi, co chce."
"Wszystko to składa się na chęć uniknięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec wyborców w wyborach środka kadencji — zapewnienia, a wręcz z góry przesądzenia wyniku wyborów śródokresowych, które jego zdaniem pójdą dla niego źle" — powiedział w czerwcu AlterNet Dan Vicuña, starszy dyrektor ds. polityki w Voting and Fair Representation w Common Cause. "Wiemy, od Wielkiego Kłamstwa z wyborów 2020 roku po podżeganie do brutalnego buntu w celu obalenia wolnych i uczciwych wyborów, że nie ma on szacunku dla norm demokratycznych ani dla głosu ludzi. To wszystko dotyczy wyłącznie jego własnej władzy i własnego ego. Będzie nawet inwestował w ochronę tego ego i ochronę swojej władzy kosztem potrzeb społeczeństwa. Ludzie cierpią z powodu wysokich cen benzyny i problemów z dostępnością, a on się tym nie przejmuje. Liczy się tylko ochrona jego władzy, i nie ma znaczenia, czy osiąga to w sposób demokratyczny."
Dodał: "Myślę, że wszystko to sprowadza się do chęci zapewnienia, by jego partia pozostała u władzy, a jego zdolność do robienia tego, co chce — atakowania społeczności narażonych — pozostała nienaruszona."
Vicuña dodał, że niektóre działania Trumpa mogą być również nielegalne.
"Myślę, że niektóre z tych prób federalizacji, uczynienia wyborów ogólnokrajowymi, są wyraźnie nielegalne" — wyjaśnił Vicuña. "Widzieliśmy już, że część tego przekroczenia uprawnień została uchylona — próby nakazania niezależnym agencjom egzekwowania surowego wymogu okazania dokumentu tożsamości wyborcy wobec ludzi. To zostało odrzucone. Common Cause prowadzi sprawę w sądzie, kwestionując najnowsze rozporządzenie wykonawcze mające przekształcić United States Postal Service w jakąś agencję administracji wyborczej i stworzyć dodatkową warstwę biurokracji, by utrudnić głosowanie korespondencyjne. Jeśli chodzi o uprawnienia prezydenta do wydawania poleceń USPS, jest to nielegalne. Jeśli chodzi o uprawnienia USPS do stania się czymś w rodzaju krajowej agencji administracji wyborczej, wykracza to daleko poza uprawnienia prawne, jakie Kongres przyznał poczcie. Ustawa opisująca, jakiego rodzaju pracę ma wykonywać poczta, dotyczy pracy pocztowej — przetwarzania przesyłek i sprzedaży znaczków. Nie ma to nic wspólnego z administracją wyborczą."