Spolaryzowana Ameryka zjednoczyła się wokół jednej kwestii: centrów danych zasilających giełdę i największy boom technologiczny od dziesięcioleci
Najważniejsze informacje
- •Hrabstwo Cass w Nebrasce zatwierdziło 12-miesięczne moratorium na rozwój centrów danych, co może wpłynąć na plany Tenaski i inne projekty wzdłuż Highway 75.
- •W Nowym Meksyku Sąd Najwyższy stanu wstrzymał zgodę na korzystanie z wody z nowej studni dla Project Jupiter firmy Oracle, podczas gdy trwa spór prawny.
- •Project Jupiter ma być kompleksem o wartości 165 miliardów dolarów w pobliżu granicy z Meksykiem, a Oracle twierdzi, że może przynieść 4,7 miliarda dolarów podatków, ponad 7 000 miejsc pracy w budownictwie i 1 500 długoterminowych miejsc pracy.
- •Sprzeciw wobec centrów danych obejmuje różne partie i regiony, a wyborcy, rolnicy, grupy środowiskowe i niektórzy lokalni urzędnicy obawiają się skutków dla ziemi, wody i energii.
- •Kilku gubernatorów odpowiedziało ograniczeniami lub przeglądami, w tym rocznymi limitami w Nowym Jorku, zmianami w pozwoleniach i ulgach podatkowych w Pensylwanii oraz wstrzymaniem nowych zatwierdzeń w Teksasie.

Na wiejskich terenach we wschodniej Nebrasce technologiczna rewolucja mogłaby wyrosnąć z pól kukurydzy i soi w postaci nowych centrów danych budowanych po to, by zasilać boom na sztuczną inteligencję.
Jednak w wielu częściach kraju sprzeciw narasta w sposób, który przeczy typowym podziałom partyjnym. Konserwatywni rolnicy i oddział Sierra Club w stanie ostatnio znaleźli wspólny front przeciwko liderom związkowym, gdy zapełnili remizę strażacką w Murdock — wiosce liczącej około 275 osób — aby wyrazić obawy, że rozwój centrów danych postępuje zbyt szybko.
Scena ta odzwierciedlała mało prawdopodobną koalicję, zaniepokojoną kurczeniem się areału rolnego, spadkiem zasobów wodnych i rosnącymi rachunkami za energię elektryczną, a także perspektywą, że wielkie korporacje przekształcą małomiasteczkową Amerykę w węzły krajowej sieci magazynów obliczeniowych.
Debata wokół projektów centrów danych jest jedną z rzadkich współczesnych kwestii, która przecina linie partyjne, demografię i geografię — od zdominowanej przez Republikanów Nebraski, Teksasu i Wyoming po wahadłową Pensylwanię i skłaniający się ku Demokratom Nowy Meksyk.
Zwolennicy centrów danych, w tym republikański prezydent Donald Trump i niektórzy liderzy związkowi zwykle wspierający Demokratów, twierdzą, że projekty te mogą przynieść boom miejsc pracy i wzrost gospodarczy, a jednocześnie pomóc Stanom Zjednoczonym rywalizować z Chinami w wyścigu o przewagę technologiczną.
Jednak wrogość wobec inwestycji realizowanych w zawrotnym tempie nasiliła się przed listopadowymi wyborami środokadencyjnymi, zmuszając krajowych, stanowych i lokalnych wybranych urzędników do dostosowania się do zmieniającego się krajobrazu politycznego. Spór nie dotyczy już tylko tego, gdzie mają stanąć serwery; w wielu społecznościach staje się testem tego, kto ma decydować, jak szybko mogą pojawiać się projekty na skalę przemysłową i jakie obciążenia nakładają na ziemię, wodę i sieć energetyczną.
Judy Stroy, rolniczka z Nebraski w piątym pokoleniu, której zmarły mąż uprawiał kukurydzę i soję, a którą nadal uprawia jej syn, powiedziała, że obawia się, iż „ilość ziemi, która jest co roku pochłaniana”, oznacza, że „nasze źródło żywności jest zagrożone”.
„To powinno przestraszyć każdego” — powiedziała.
Pola Stroy leżą tuż za Murdock, wioską nazwaną od pracownika kolejowego w spółce, która po raz pierwszy położyła tu tory w latach 90. XIX wieku. W miejscowości są szkoła, poczta, bar, oddział Corn Grower’s State Bank oraz Midwest Farmer’s Coop, gdzie rolnicy sprzedają plony i kupują paszę oraz nawozy.
Murdock leży w hrabstwie Cass, gdzie władze niedawno zatwierdziły 12-miesięczne moratorium na dopuszczanie rozwoju centrów danych. Ten krok może zamrozić plany firmy energetycznej Tenaska dotyczące potencjalnego zabezpieczenia ponad 1 300 akrów ziemi wzdłuż Highway 75, na południe od pobliskich miejscowości Murray i Beaver Lake, w projekcie, który aktywiści obawiają się, że utoruje drogę centrum danych i własnej elektrowni gazowej.
Rzeczniczka Tenaski, Leighton Elise Eusebio, powiedziała, że spółka bada „wykonalność rozwijania wytwarzania energii, aby obsługiwać duże obciążenia, niezależnie od tego, czy będzie to centrum danych, czy inna forma rozwoju gospodarczego”.
„Wierzymy, że istnieją możliwości współpracy z publiczną energetyką, społecznościami i innymi interesariuszami przy rozwijaniu wytwarzania energii, które przyniesie korzyści mieszkańcom Nebraski” — powiedziała Eusebio w oświadczeniu.
Tymczasem operator centrów danych CyrusOne ma pod swoją kontrolą prawie 400 akrów poza inną społecznością w hrabstwie Cass, Plattsmouth, również przy Highway 75, ale — jak podał rzecznik CyrusOne — nie rozpoczęto tam żadnych prac i nie ogłoszono żadnego projektu.
Obszar może być uznawany za szczególnie atrakcyjny, ponieważ droga została poszerzona, zapewniając łatwy dostęp do Omaha na północnym wschodzie i uniwersyteckiego Lincoln na południowym zachodzie. Rzeka Missouri stanowi stosunkowo bliskie, duże źródło wody.
Niektórzy właściciele ziemi przyjęli wysokie czeki za sprzedaż. Lokalna ziemia zwykle może kosztować 10 000 dolarów za akr — mówią mieszkańcy — a deweloperzy czasem oferują czterokrotność tej kwoty lub nawet więcej.
Takie propozycje mogą być szczególnie kuszące, gdy rolnictwo stało się droższe w obliczu rosnących cen oleju napędowego i spadku eksportu soi w trakcie sporu celnego Trumpa z Chinami, głównym rynkiem zbytu dla tej uprawy.
„Co by było, gdyby ktoś zaoferował mi 40 000 dolarów za akr mojej ziemi? Trudno byłoby odmówić” — przyznała Stroy.
Prawnik Nebraska Sierra Club Ken Winston zauważył, że wielkie firmy technologiczne przekazały darowizny na miejskie programy w Lincoln, aby złagodzić wpływ centrów danych.
„Musimy mieć świadomość, że one i tak gdzieś powstaną” — powiedział Winston. „Ale społeczności muszą mieć możliwość ochrony samych siebie i jeśli ich nie chcą, powinny móc powiedzieć nie”.
W Nowym Meksyku nie ma moratorium na inwestycje, które mogłoby zatrzymać Project Jupiter, kompleks centrów danych o wartości 165 miliardów dolarów planowany w pobliżu granicy z Meksykiem, ale narastają obawy o kurczące się zasoby wodne.
„Nie chodzi o niebieskich kontra czerwonych, ani o to, czy jesteśmy stanem czy hrabstwem w odcieniu fioletu” — powiedziała Samantha Barncastle Salopek, doświadczona prawniczka zajmująca się sprawami wody, która startuje jako Republikanin do komisji hrabstwa Doña Ana częściowo z powodu tego projektu.
„Chodzi o to, by lokalna społeczność zebrała się i powiedziała: ‘Stop, stop’. Nie otrzymaliśmy wystarczającej ilości informacji i teraz jesteśmy bardzo zaniepokojeni, bo i tak musimy ograniczać zużycie wody” — powiedziała.
Barncastle Salopek, której rodzina uprawia orzeszki pekan, powiedziała, że regularnie odbiera zaniepokojone telefony od rolników, hodowców i lokalnych przedsiębiorców z całego spektrum politycznego oraz z innych stanów.
„Kiedy musimy walczyć o ostatni kawałek ciasta, te wielkie firmy wygrają” — powiedziała, odnosząc się do presji na pozostałe zasoby wodne.
Nowy Meksyk zmaga się z uporczywą suszą, a rozległe odcinki Rio Grande wyschły w centralnej części stanu. Największy zbiornik ma 1,3% pojemności — to poziom niewidziany od początku lat 70. — mimo że stan ma obowiązek dostarczać więcej wody do Teksasu na mocy niedawnej ugody zatwierdzonej przez Sąd Najwyższy USA.
Aktywiści obawiają się, że nowomeksykańskie farmy pekanów, chili i innych upraw mogą zniknąć, zabierając ze sobą szkoły, szpitale, firmy wspierające i dochody.
Oracle, które ogłosiło Project Jupiter, zaoferowało finansowanie programów dla młodzieży i zobowiązało się zainwestować 50 milionów dolarów w systemy wodno-kanalizacyjne w hrabstwie Doña Ana.
Spółka planuje także współpracę z firmą z branży technologii rolniczej przy instalacji czujników dostarczających rolnikom dane w czasie rzeczywistym, aby mogli wydajniej korzystać z wody — szacując ostateczne oszczędności na poziomie 21 milionów galonów rocznie.
Rzecznik Oracle nazwał projekt inwestycją na pokolenia dla Nowego Meksyku, twierdząc, że przyniesie 4,7 miliarda dolarów wpływów podatkowych i stworzy ponad 7 000 miejsc pracy w budownictwie oraz 1 500 długoterminowych miejsc pracy, przy jednoczesnym zaprojektowaniu tak, by przez 15 lat zużywać niewiele wody dzięki zamkniętemu obiegowi chłodzenia i systemom ogniw paliwowych.
Mimo to Center for Biological Diversity w zeszłym tygodniu złożyło do Sądu Najwyższego Nowego Meksyku wniosek awaryjny, kwestionując zatwierdzenie przez stan wiercenia studni w celu dostarczenia milionów galonów wody na potrzeby budowy Project Jupiter. W niedzielę sąd uwzględnił ten wniosek, wstrzymując zgodę na korzystanie z wody z nowej studni do czasu zakończenia sporu prawnego.
Podczas niedawnego protestu w stolicy stanu, Santa Fe, wśród demonstrantów był Jesus Rodriguez, który przyjechał ponad cztery godziny ze swojej mikrofarmy w południowym Nowym Meksyku.
„Faktem jest, że teraz pieniądze przejęły kontrolę” — powiedział Rodriguez, opisując siebie jako rozczarowanego amerykańską polityką. „Teraz widać, że Demokraci, Republikanie czy jakakolwiek inna partia nie dbają o ziemię. Dbają o pieniądze. A to dlatego, że chcą władzy”.
Centra danych znalazły też sojusznika w związkach zawodowych, w tym Mike’a Gage’a, prezesa i sekretarza-skarbnika Nebraska State AFL-CIO. Gage powiedział, że osobiście obawia się, iż część pracowników traci miejsca pracy na rzecz AI, ale centra mogą też tworzyć miejsca pracy w budownictwie i dłuższe zatrudnienie dla osób obsługujących gotowe obiekty.
„Ten problem jest także bardzo dużą szansą dla niektórych małych społeczności” — powiedział Gage. Zwrócił uwagę, że centrum danych zbudowane dekady temu w Council Bluffs w stanie Iowa, niedaleko Omaha, nadal zatrudnia dziś około 60 osób.
Heather McKenzie, która zajmuje się relacjami pracowniczymi w Lincoln, powiedziała, że większa liczba centrów danych w Nebrasce może spowolnić odpływ wykwalifikowanych młodych ludzi opuszczających stan.
„Nie sądzę, by wystarczająco wielu ludzi rozumiało, że to stworzy naprawdę dobre miejsca pracy” — powiedziała. „Myślę, że wiele osób postrzega to negatywnie, ponieważ zostało im to narzucone z zaskoczenia”.
Chris Backemeyer, kandydat Demokratów do Kongresu w okręgu obejmującym Murdock i były pracownik Departamentu Stanu, powiedział, że słyszał o tym, iż Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie oferują hostowanie centrów danych dla USA, co mogłoby skoncentrować technologię poza krajem.
„To mnie przeraża” — powiedział Backemeyer.
Trump ostrzegał przed technologicznymi postępami Chin, a republikański spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson powiedział, że federalna pauza w budowie centrów danych byłaby „niebezpieczną perspektywą”.
Mimo to większość zarejestrowanych wyborców sprzeciwia się budowie centrum danych w swojej okolicy — wynika z lipcowego sondażu Fox News — w tym 60% Republikanów i 53% wyborców MAGA.
Demokratyczna gubernator Nowego Jorku Kathy Hochul zarządziła roczny zakaz dla dużych centrów danych. Gubernator Pensylwanii Josh Shapiro, również Demokrata, powiedział, że jego administracja nie będzie już priorytetowo traktować projektów centrów danych przy wydawaniu pozwoleń na budowę lub przyznawaniu deweloperom lukratywnych ulg podatkowych, jeśli nie spełniają określonych standardów.
Republikański gubernator Teksasu Greg Abbott ogłosił wstrzymanie zatwierdzania nowych centrów danych do czasu przeprowadzenia audytów określających ich wpływ na sieć energetyczną stanu.
Abbott powiedział ABC News, że centra danych nie współpracowały z władzami stanowymi ani lokalnymi i „w zasadzie same wykopały sobie grób pod problem, który same spowodowały, i dlatego spotkała je zasłużona reakcja zwrotna”.
Zaplecze senackiej kampanii Partii Republikańskiej jest na tyle zaniepokojone tym, że kwestia może zadecydować o wyborach w Ohio, iż przygotowało notatkę opisującą, jak reagować. Jednak politycy po obu stronach sceny politycznej uczynili z centrów danych wygodny cel ataków.
Sekretarz stanu Wyoming Chuck Gray, Republikanin startujący do otwartego miejsca w Izbie Reprezentantów, obiecał wstrzymać ich budowę.
„Jeśli Silicon Valley chce budować swoje liberalne imperium, może to robić gdzie indziej” — powiedział w reklamie.
To odpowiada reklamie kandydatki Demokratów na burmistrza Scranton w Pensylwanii, Paigę Cognetti, która o centrach danych powiedziała: „nie jesteśmy na sprzedaż”. Cognetti próbuje pokonać urzędującego pierwszą kadencję republikańskiego kongresmena Roba Bresnahana w okręgu typu battleground.
Trump pozostaje niewzruszony, twierdząc, że to, co centra danych oznaczają „dla społeczności, to miejsca pracy, dużo pieniędzy i niższe podatki”. Prezydent przyznał jednak także, że firmy technologiczne i deweloperzy być może „mogliby skorzystać z trochę pomocy wizerunkowej”.
Aby złagodzić obawy o wzrost cen energii, Trump mówi, że jego administracja zachęca centra danych do budowy własnych elektrowni.
Mimo to podczas niedawnego spotkania w konserwatywnym miasteczku Tyler we wschodnim Teksasie mieszkańcy skarżyli się, że są zmuszani do życia w „chmurze gazu”, aby centra danych mogły dostać wystarczającą ilość prądu.
Skarga ta przypominała podobny zarzut Kardala Colemana, który kieruje Partią Demokratyczną w hrabstwie Dallas. W niedawnym e-mailu skrytykował centra danych za „zastępowanie naszych miejsc pracy, zanieczyszczanie naszego powietrza i pogłębianie kryzysu klimatycznego, nie wspominając o hałasie zakłócającym spokój naszych dzielnic”.
Montoya Bryan relacjonował z Santa Fe w stanie Nowy Meksyk.
Ten materiał pierwotnie ukazał się na Fortune.com