Rozważne podejście CEO Citigroup Jane Fraser do Trumpa ujawnia balansowanie amerykańskich korporacji
Najważniejsze informacje
- •Jane Fraser ostrzegła, że Citigroup ma realne alternatywy operacyjne wobec Wielkiej Brytanii, jeśli labourzystowski rząd podniesie podatki, wymieniając Irlandię, Niemcy, Francję i Japonię jako kraje o bardziej konkurencyjnych stawkach.
- •Jej ostrzeżenie padło w momencie, gdy pierwszy budżet kanclerz Rachel Reeves jest analizowany pod kątem potencjalnych zmian podatkowych i regulacyjnych, które mogą wpłynąć na pozycję Londynu jako globalnego centrum finansowego.
- •Prezydent Trump publicznie poparł Citigroup na platformie Truth Social, jednocześnie krytykując szefów konkurencyjnych instytucji, takich jak Goldman Sachs i JPMorgan Chase.
- •Fraser odmówiła komentarza na temat demontażu przez Trumpa przepisów dotyczących różnorodności i równości, stwierdzając, że przestrzega obowiązujących praw i zachowuje swoje osobiste poglądy polityczne w prywatności.
- •Fraser nadzoruje główną wieloletnią reorganizację w Citigroup od momentu objęcia funkcji pierwszej kobiety stojącej na czele wielkiego banku z Wall Street w 2021 roku.

Citigroup stała się faworytem prezydenta Trumpa w trakcie jego drugiej kadencji, a wypowiedzi dyrektor generalnej Dame Jane Fraser z wczorajowego wystąpienia w Londynie mogą pomóc wyjaśnić dlaczego, pisze Charlie Conchie.
Siedząc naprzeciwko Fraser, gdy ta przemawiała do słuchaczy w brytyjskiej stolicy, szefowa Citi wygłosiła ostre ostrzeżenie skierowane do burmistrza Andy'ego Burnhama i nowego labourzystowskiego rządu. Fraser zaznaczyła, że dla globalnej instytucji takiej jak Citi istnieją „bardzo realne" alternatywy dla Wielkiej Brytanii, jeśli bank spotka się z wyższymi podatkami. Irlandia, Niemcy, Francja, a nawet Japonia oferują bardziej konkurencyjne stawki podatkowe — dodała, noting że tradycyjne atuty Wielkiej Brytanii, takie jak infrastruktura, środowisko regulacyjne i baza talentów, mogą zostać „dość szybko zniwelowane."
Komentarze te padają w delikatnym momencie dla Wielkiej Brytanii, gdzie pierwszy budżet kanclerz Rachel Reeves jest analizowany przez liderów sektora usług finansowych pod kątem potencjalnych zmian podatkowych i regulacyjnych, które mogą wpłynąć na pozycję City of London jako globalnego centrum bankowego.
Choć wypowiedź ta została sformułowana jako odpowiedź na pytanie, przekaz był jednoznaczny: starannie wyreżyserowane ostrzeżenie dla nowego zespołu na Downing Street, że Citi może przejrzeć swoją obecność, jeśli podatki wzrosną.
Tak stanowcza retoryka jest charakterystyczna dla jednej z najbardziej wpływowych postaci Wall Street — i rzadkiego przypadku Brytyjczyka, który dotarł na szczyt amerykańskiego świata korporacyjnego. Fraser, która w 2021 roku została dyrektor generalną Citigroup jako pierwsza kobieta stojąca na czele wielkiego banku z Wall Street, nadzoruje szeroko zakrojonej, wieloletniej reorganizacji instytucji, mającej na celu usprawnienie operacji i poprawę rentowności. Mówiąc o swoich działaniach naprawczych w Citi, Fraser oświadczyła: „Nie jestem bezlitosna, ale jestem cholernie twarda."
Jednak szkocka bankierka wydawała się zauważalnie bardziej powściągliwa w innych tematach.
Faworyzowany bank
Citi było wyraźnym faworytem prezydenta Trumpa od momentu jego powrotu do urzędu na drugą kadencję. Promował bank na swojej platformie Truth Social i osobiście chwalił Fraser za to, że doprowadziła instytucję z powrotem na właściwe tory.
„Gratulacje dla Jane F i WSZYSTKICH jej wspaniałych ludzi," Trump napisał do swoich 13 milionów obserwujących, błędnie przypisując Citi pierwsze miejsce w rankingach doradztwa transakcyjnego. „Naprawdę ciężko pracowali! WIELKI powrót CITI!!!"
Fraser udało się zbudować relację z nieprzewidywalnym prezydentem, podczas gdy szefowie JP Morgan, Goldman Sachs i Bank of America musieli zmierzyć się z publicznymi reprymendami. Szef Goldmana David Solomon usłyszał, że powinien „skupić się na byciu DJ-em," a JP Morgan Jamiego Dimona zostało pozwane na 5 miliardów dolarów po tym, jak rzekomo zamknęło konta Trumpa.
„Obie mieliśmy szkockie matki. Myślę, że to pomaga," zauważyła Fraser, dodając, że spotkała Trumpa zaledwie kilka razy i że nie łączy ich „osobista relacja."
„Zachowuję swoją opinię dla siebie"
Inne komentarze mogą rzucić światło na to, jak Fraser utrzymywała prezydenta po swojej stronie. Zapytana, jak się czuje w związku z demontażem przez Trumpa przepisów dotyczących równości i różnorodności, odpowiedziała krótko: „Przestrzegamy prawa."
Dopytywana, czy to ją nie zirytowało, powiedziała: „Zachowuję swoją osobistą opinię dla siebie we wszelkich sprawach, i, wie pan, kiedy pełni się te funkcje, wykonuje się swoją pracę. A to, czy się zgadzam, nie zgadzam, czy cokolwiek innego, jest absolutnie nieistotne."
„Muszę przestrzegać praw, zasad i regulacji w krajach, w których działam, i dbam o interesy moich klientów. Moją pracą nie jest komentowanie polityki," dodała Fraser.
Przyznała jednak, że różnorodność przyniosła Citi korzyści wewnętrznie i że istnieje „silny argument ekonomiczny" za jej wprowadzaniem. Zapytana, czy przedstawiła ten argument prezydentowi, Fraser unikała odpowiedzi.
„Zajmuję się tym, co musimy zrobić wewnątrz firmy. Stany Zjednoczone bardzo różnią się od Wielkiej Brytanii — trzeba się tego nauczyć, gdy się tam dotrze, bo to zupełnie inny system polityczny," powiedziała. „Moją pracą jest zarządzanie firmą, a nie pouczanie polityków, co mają robić. Nie jestem do tego zbyt wykwalifikowana."
Zaledwie chwilę wcześniej Fraser ostrzegała Wielką Brytanię przed niebezpieczeństwami wysokich stawek podatkowych, ospałego wzrostu, nadmiernych wydatków i zniechęcania ludzi do pracy — słowa ostrzeżenia od jednego z najbardziej utrzymanych sukcesów korporacyjnych tego kraju. Jednak jej wyraźna niechęć do wyrażania choćby najmniejszej krytyki Trumpa podkreśla delikatną linie, jaką muszą balansować najpotężniejsi menedżerowie Ameryki w czasach, gdy Biały Dom wykazuje gotowość do wyróżniania poszczególnych firm i CEO — zarówno pochwałami, jak i reprymendami.
Ta twardość, jak się wydaje, sięga tylko do pewnej granicy.